Co by było gdybyś miał świadomość swojej własnej doskonałości?

Czy Twoje życie potoczyłoby się inaczej? Co, gdyby od małego ktoś kochał Cię bezinteresownie? Gdybyś nie musiał czuć, że powinieneś komukolwiek cokolwiek udowadniać i gdybyś był chwalony nie tylko za to, że dobrze się uczyłeś, sprzątałeś pokój i byłeś grzeczny. Co gdyby nikt nie ganił Cię za złe stopnie, za lenistwo i za odmienność. Co by się stało, gdybyś przestał – nawet podświadomie – porównywać się z innymi?

A jeśli wszyscy jesteśmy doskonali? A jeśli nikt od nas niczego nie oczekuje? A jeżeli w końcu te normy i pożądane wartości są jedynie wytworem naszej cywilizacji. Przecież przyszliśmy na świat nie po to, aby wpisać się w jakieś konkretne normy. Nie po to, aby spełnić czyjeś oczekiwania. Nie po to w końcu, aby zmagać się z normami, wytycznymi i wyobrażeniami innych na temat naszego życia. Jeśli to wszystko nie istnieje?

Jeśli obiektywnie jesteśmy tacy sami, identyczni. Przecież ludzie nie dzielą się na lepszych i gorszych, niezależnie od tego jak wyglądają, gdzie się urodzili, jaki mają iloraz inteligencji, jak wyglądają i jakie mają poglądy. Dlaczego więc ciągle gonimy coś, co jest niedoścignione? Dlaczego musimy dopiero zasłużyć na szczęście? Czy w ogóle da się zasłużyć na szczęście?

A może nigdy nie będziemy dość dobrzy…

A może nigdy nie osiągniemy tego, co miałoby nam to szczęście warunkować? A może tym samym wreszcie nigdy nie będziemy dość dobrzy, aby samego siebie pokochać i zaakceptować. Zaakceptować bezgranicznie. Niezależnie od tego czy jesteśmy leniwi czy ponadprzeciętnie aktywni. Niezależnie od tego czy jesteśmy chudzi czy grubi, wysportowani czy tłuści jak pączek w maśle. Niezależnie od tego ile znamy języków obcych, czy dostaliśmy awans i czy przeczytaliśmy założoną na tę rok liczbę książek.

Dlaczego tak mało w nas akceptacji dla samych siebie?

Jak możemy kochać innych ludzi, skoro nie umiemy kochać siebie. Zawsze jesteśmy „zbyt” lub „niezbyt”… inteligentni, wysportowani, oczytani, leniwi, sprawiedliwi, altruistyczni. Moim zdaniem nie da się pracować nad sobą, kształtować swojego charakteru w pełni jeśli jest się pełnym podświadomej odrazy do samego siebie. Nikt nie wydał nas na świat po to, abyśmy spełnili jakieś normy. Nawet, jeśli od dzieciństwa to się w nas utrwaliło i decyduje o naszej samoocenie, codziennych wyborach – nie jest tak.

Świat to – wbrew pozorom – idealna harmonia. My pasujemy do tego ideału jak element układanki. Nie musimy być ciągle nienasyceni, aby czuć się wartościowymi ludźmi. Nie musimy ciągle dbać o to czy zasługujemy na czyjąś miłość, akceptację, uwagę… Prawdziwą wartość mamy w sobie. A ciągle tak mało się akceptujemy. Ciągle nie jesteśmy wystarczający…

Do powstania powyższego tekstu zainspirowana zostałam filmikami Pani Beaty Pawlikowskiej oraz, a właściwie w szczególności, tym oto wierszem Wisławy Szymborskiej:

Co innego cebula.
Ona nie ma wnętrzności.
Jest sobą na wskroś cebula
do stopnia cebuliczności.
Cebulasta na zewnątrz,
cebulowa do rdzenia,
mogłaby wejrzeć w siebie
cebula bez przerażenia.

W nas obczyzna i dzikość
ledwie skórą przykryta,
inferno w nas interny,
anatomia gwałtowna,
a w cebuli cebula,
nie pokrętne jelita.
Ona wielekroć naga,
do głębi itympodobna.

Byt niesprzeczny cebula,
udany cebula twór.
W jednej po prostu druga,
w większej mniejsza zawarta,
a w następnej kolejna,
czyli trzecia i czwarta.
Dośrodkowa fuga.
Echo złożone w chór.

Cebula, to ja rozumiem:
najnadobniejszy brzuch świata.
Sam się aureolami
na własną chwałę oplata.
W nas - tłuszcze, nerwy, żyły,
śluzy i sekretności.
I jest nam odmówiony
idiotyzm doskonałości.

55 komentarzy

  1. Pięknie to ujęłaś. Mózg człowieka to wielkie zasoby, z których człowiek nie umie tak do końca korzystać. Kiedy więc do tego dojdziemy, może w końcu będziemy z siebie zadowoleni

    • Nigdy nie będziemy z siebie zadowoleni, jeśli ciągle będziemy nienasyceni. To raczej kwestia podejścia, a nie zdobycia wiedzy całkowitej. 😉

  2. Piękny post i w pełni prawdziwy. Dość niedawno na uczelni usłyszałam od znajomych, że jestem idealna: wysportowana, szczupła, dobrze się uczę, jestem zaradna i zorganizowana, śpię 8-9 godzin… I zadałam sobie pytanie: do czego w takim razie dążę? Albo cytując Urszulę – „Czego wciąż mi brak? Przecież wszystko mam.”

    • Otóż to… Tak surowo podchodzimy do samych siebie…
      A przecież nie sposób całe życie dążyć do perfekcji, która nawet nie istnieje…

  3. Ostatnio zastanawiałam się dlaczego ludzie nie akceptuja siebie takimi jacy są. Nie mam tutaj na myśli takich cech, które nie są wskazane lub które można zmienić aby stać się „lepszym” człowiekiem, ale swoją naturę – wady, zalety, to jaki jest. Wydaje mi się, że po części wynika to z braku akceptacji społeczeństwa i rówieśników. Jeśli ktoś nie pije, nie pali w towarzystwie, nie chodzi na wagary to w oczach pozostałych jest „inny” – takim odmieńcem. Na osobę inaczej ubraną niektórzy również patrzą spod oka. Inna sprawa to obraz ludzi jaki prezentuja media – wszędzie widać idealne sylwetki kobiet, mężczyz, to jacy są oni wysportowani, piękni, bez zmarszczek, worków pod oczami, krostek, pryszcza…. taki Adonis – idealna postać, sylwetka ktora nie istnieje. Znaczna część pewnie zdaje sobie sprawę z tego, że to zasługa trenerów a także photoshopa, ale oczy widzą co innego i mózg nadaj co innego. Czasem ciężko jest przestawić takie myślenie i nastawienie. Potem człowiek chce się zmieniać – zmieniać nie tylko te cechy, które powinien, ale również takie, które są piękne, urocze i które kochają w nim inni… niestety taka osoba tego już niedostrzega. Czasem człowiekowi ciężko jest samemu dostrzec piękno, które ma w środku, bo to własnie to piękno decyduje o pięknie zewnętrznym. Czasem trzeba pomóc aby ktoś mógł to dosrzec.

    • Moim zdaniem bardzo wiele też zależy od tego jak byliśmy traktowani w dzieciństwie. Czy ta akceptacja dla nas była widoczna i odczuwalna czy nie… czy musieliśmy na nią dopiero zapracować. Jeśli występował ten drugi wariant, naturalnym jest, że i w dorosłym świecie będziemy tak postrzegali rzeczywistość (ze szkodą dla siebie).
      Jeśli mielibyśmy świadomość siebie samych, akceptację dla siebie, dla swoich wad i zalet to nawet opinia innych ludzi by nam nie była w stanie „zepsuć” tego obrazu o nas samych. Niestety tak mało osób jest w stanie dojść do takich wniosków, pokochać siebie.
      Piękno to nie tylko te cechy, które są dostrzegalne gołym okiem. Ile osób, tyle kanonów piękna. Nie musimy być „jak większość”, aby czuć się wartościowymi…

      • Masz rację – to również ma wpły. Rzeczywiście jeśli od najmłodszych lat brakuje nam akceptacji innych (w tym rodziny, przykaciół i znajomych), tym trudniej nam ją uzyskać. Taki człowiek ma wpojone, ze coś z nim jest nie tak – oczywiście w rzeczywistości tak nie jest, ale on ma takie wyobrażenie o sobie. Tak samo jest z uznaniem własnej wartości – jeśli ktoś przez całe życie jest krytykowany za to co robi, potem uważa, że wszystko co zrobi bedzie źle. Tę akceptację i wiarę w siebie powinni wpajać już rodzice, chociaż potem bywa różnie.
        Oczywiście, że piękno to nie tylko cechy widoczne… już wspominałam, że najważniejsze piękno to wnętrze człowieka, które można dostrzec gołym okiem. Niestety człowiek czasem zbyt surowo ocenia siebie.

        • Najgorsze jest to, że już dzieci czasem myślą, że muszą zasłużyć na miłość – dobrymi stopniami, byciem posłusznym. Tu już czasem rodzi się obawa przed odrzuceniem, gdy nie spełni się oczekiwać. A gdzie tu poczucie miłości bezgranicznej, niezależnej od czynników zewnętrznych?
          Człowiek dlatego tak bardzo się przejmuje zdaniem innych, bo nie umie właśnie uwierzyć w siebie i siebie pokochać. Odbija swój obraz w czyiś oczach, a tam na pewno nie znajdzie prawdy o samym sobie…

          • Niestety moja starsza siostra coś o tym wie, ale nie chcę zagłębiać się w ten temat, bo nie wiem, czy ona by sobie tego życzyła. W takich sytuacjach przykry jest ten brak wiary w dziecko, brak tego wsparcia, mówienie, że pewnie nie da rady a kiedy dziecko rzeczywiście osiągnie sukces wielkie zdziwienie i ewentualnie jedno słowo „gratuluje”. W takich sytuacjach nic dziwnego, że ktoś ma wrażenie, że jest „do bani”, czuje się źle – chce komuś coś udowodnić, ale i tak nie czuje spełnienia, bo robi to dla kogoś a nie dla siebie.
            Człowiek sam siebie porównuje do innych, bo przez innych jest porównywany np. do sąsiada, sąsiadki… a przecież każdy z nas to indywidualna, piękna i wspaniala istota – jesteśmy jak kwiat, któremu czasem nie pozwalamy rozkwitnąć.

          • Jasne, wiadomo – nie można wchodzić w obszary, którymi ktoś niekoniecznie chciałby się dzielić…
            Współczuję. Jednak wiele osób ma taki problem. To często nie wina rodziców, tylko schematów, jakie się w nas zapisały. Czasem człowiek jest tego nieświadomy i całe życie musi je dźwigać na barkach…
            Praca nad sobą bardzo pomaga, ale kluczem jest świadomość.
            Porównywanie do innych jest najgorsze… Nigdy z tego nic dobrego nie wynika. Nie jesteśmy ani lepsi, ani gorsi od innych. Warto mieć tego świadomość…

  4. Hi, hi, przypomniały mi się różne badania, że to my kobiety w większości nie jesteśmy z siebie zadowolone. Mężczyźni w większości wręcz przeciwnie. Ale to może dobrze (jeśli bez przesady), bo się nie rozleniwiamy i ciągle dążymy do doskonałości. Ważne, by mimo wszystko zaakceptować siebie, a nawet polubić 🙂

    • Tak, widziałam nawet takie memy 😉
      Widocznie – generalnie – kobietom ciężej jest siebie zaakceptować lub po prostu publicznie się do tego przyznają 😉

  5. Nie myślę o sobie źle, jestem jaka jestem ,nie mam z tym problemu na szczęście.
    Może dlatego lubię innych ?
    Pozdrawiam 🙂 Nie pada chwilowo …

  6. Samoakceptacja jest bardzo ważna o ile nie przechodzi to w narcyzm. Nie ma ludzi idealnych/ doskonałych każdy ma wady i zalety… Ale możemy być właśnie dla kogoś ideałem. Trzeba cieszyć się chwilą, doceniać każdy gest, być zwyczajnie szczęśliwym człowiekiem. A wtedy wszystko co nas otacza będzie idealne (dla nas)

    • Narcyzm to także pewna skrajność. Większość ludzi jednak ma problem z tym, że są niedowartościowani, stąd bierze się dużo lęków, obaw, problemów…

  7. Gdyby człowiek miał większe poczucie własnej wartości, żyłoby mu się lepiej, choć za wysokie mniemanie o sobie, też nie jest wskazane 😉
    Ściskam!

  8. Przez bardzo dużą część mojego życia miałam problem z samoakceptacją i byłam dla siebie bardzo krytyczna, ale teraz na szczęście mi przeszło 😉
    Zdarza mi się patrzeć na siebie krytycznym okiem, ale nie tak często jak kiedyś. Może to z wiekiem mi przyszło… 😉

  9. No właśnie, nie urodziliśmy się, by spełniać jakieś normy, nawet oczekiwania swoich rodziców…ale zrozumienie tego jest bardzo trudne.

    • Dziękuję.
      To prawda. To właśnie wśród rodziny stawiamy swoje pierwsze kroki i kształtujemy swoją świadomość 🙂

  10. wydaje mi się, że my babeczki – mamy z tym większy problem 😀 mam na myśli akcpetację siebie. Ciągle coś nie tak, bo tu włosy nie te, brwii złe, za chuda, za gruba… eh… Takiej akceptacji siebie w 100 procentach to sama bym się musiała nauczyć 😀
    Dobry tekst! Pozytywny kopniak! 😀
    Buziaki!

    • Szkoda, że tak wiele z nas ma z tym problem.
      Jak mamy spełniać marzenia, realizować pasje, jak ciągle musimy gdzieś gonić, kogoś ścigać, przeglądać się w czyiś oczach…

  11. czasem sami nie dostrzegamy tego, jak wspaniałe dookoła nas jest życie i jak wspaniali my sami jesteśmy. Trudno jest powiedzieć dlaczego- człowiek jako istota zachwyca, jest niesamowity, a czasem jednak gubi wiarę w tą swoją unikatowość.

  12. ja uważam, że każdy powinien polubić siebie, wady, zalety, cieszyć tym kim jest i podkreślać indywidualność 😉

    • Zgadam się. Ludzka psychika jest skomplikowana, ale czasem szuka się głęboko, a problem leży na wierzchu wręcz…

  13. Bardzo bliski mojemu sercu post…Kiedyś ludzie wychowując dzieci nie zwracali na to uwagi, nie patrzyli, że warunkową miłością krzywdzą. Dzisiaj jest większa swiadomość, że warto kochać bezwarunkowo. jednak dla osób, które były wychowywane inaczej jest to dość trudne…

  14. Do akceptacji siebie i zgody ze sobą trzeba dojrzeć. Niektórym to się nigdy nie udaje. I są nieszczęśliwi, bo szukają szczęścia na zewnątrz. A ono jest w nas. W naszej duszy, która może być piękna, bo tak zostaliśmy wszyscy stworzeni. Pozdrowionka ciepłe:)

  15. Świetny wpis, Megly. Takie rozważania. Naprawdę warto się nad tym zastanowić. I właśnie też się nieraz zastanawiałam, jak można kochać innych, kiedy nie kocha się siebie. Wszystko zależy od naszego podejścia, i przede wszystkim od tego, czy poznaliśmy sami siebie.

Skomentuj