Dzień dobry!

Dziś na blogu będzie mój pierwszy raz. Mój pierwszy raz z samoopalaczem. Dotychczas unikałam ich, jak ognia. Uwielbiam efekt skóry muśniętej słońcem, jednak… w naturalny sposób. Zazwyczaj zatem korzystałam z delikatnych kąpieli słonecznych jedynie latem. Zimą musiałam obchodzić się bez efektu opalonej buzi, nad czym ubolewałam. Jednak moja niechęć do samoopalaczy była na tyle duża, że po prostu nie mogłam się przemóc.

Złe doświadczenia

Swoją drogą – właściwie skłamałabym, gdybym powiedziała, że dopiero teraz jest „mój pierwszy raz” z produktem samoopalającym. Pamiętam jak za radą mamy, na studniówkę mojego chłopaka postanowiłam spróbować kosmetyku samoopalającego. Był to jakiś spray Ozon Sun z Rossmanna. Owszem, ciut opalona byłam, ale… śmierdziało to niemiłosiernie. Co gorsza, ten zapach utrzymywał się na skórze jeszcze przez jakiś czas. A przy kostkach niżej dłoni miałam śmieszne ciemne plamy, bo nierównomiernie roztarłam produkt. Wyglądało to troszkę, jakbym się nie domyła. 😉 Dlatego ten incydent na dobre zraził mnie do tego typu produktów.

Dlaczego samoopalacz?

Nigdy jednak nie mówię nigdy. Słyszałam, że obecnie na rynku są naprawdę rewelacyjne produkty samoopalające, które krzywdy nam nie zrobią. Podobno naturalna opalenizna bez smug i plam jest możliwa łatwo, szybko i wygodnie. Samoopalacze działają bez melaniny, czyli barwnika skóry, który powstaje pod wpływem słońca. Nie wystawiamy się także na promieniowanie słoneczne, a tym samym unikamy poparzeń, przebarwień czy powstawania zmarszczek.

Jak wybrać samoopalacz?

  • Przede wszystkim musimy dobrać odcień samoopalacza do naszej karnacji. Zwykle większość produktów dostępna jest w dwóch wariantach – do jasnej i do ciemnej karnacji. Osobom bladym polecałabym raczej tę pierwszą wersję. Sama nie jestem z natury bardzo blada, szybko się opalam, a moja skóra jest koloru brzoskwiniowego w ciepłym odcieniu. Zdecydowałam się więc na wariant ciemniejszy.
  • Teoretycznie, należałoby się zastanowić nad kupnem dwóch samoopalaczy – jednego do twarzy, drugiego do ciała. Produkty do twarzy nie zawierają zazwyczaj olejków natłuszczających, które mogą zatykać nasze pory. Dobrze jest także zastanowić się nad zakupieniem kosmetyków tej samej firmy. Dzięki temu unikniemy różnych odcieni opalenizny. Ja postanowiłam znaleźć jednak produkt uniwersalny do twarzy i ciała – takie dwa w jednym.
  • Trzeba się też zastanowić nad rodzajem produktu samoopalającego. Możemy wybierać wśród kremów, żelów, sprayów, mgiełek, olejków czy pianek. Dużo też zależy od rodzaju naszej skóry. Posiadaczki skóry (cery) suchej, pewnie będą skłonne wybrać olejek czy krem. Należy zwracać uwagę na to jakie pozostałe właściwości ma dany kosmetyk – jeden może być dodatkowo nawilżający, inny regenerujący, jeszcze inny przeznaczony do skóry wrażliwej.
  • Warto też zrobić szybki test odcienia na dłoni lub innym, mało widocznym miejscu. Pozwoli nam to sprawdzić czy dany produkt nas nie uczula i czy odcień, który uzyskamy nas satysfakcjonuje.

Co by tu wybrać?

Ja od jakiegoś czasu przymierzałam się do wyboru samoopalacza. Przewertowałam drogerie, aby znaleźć coś dla siebie. Koniec końców, używam obecnie mgiełki od Eveline Summer Gold. Produkt przeznaczony jest „do twarzy i ciała”. Ja póki co planuję go używać jedynie do twarzy, a potem… zobaczymy. Nieco obawiałam się, że kosmetyk ten zrobi mi krzywdę i będę niezadowolona z efektu. Zrobiłam więc uprzednio test na dłoni. Otrzymany odcień opalenizny wydawał mi się naprawdę w porządku.

Nakładanie samoopalacza na twarz

Aby uniknąć plam na dłoniach, użyłam rękawiczek do nakładania samoopalacza na twarz. Mgiełkę rozprowadziłam na nich, a potem delikatnie masowałam nią oczyszczoną wcześniej cerę oraz szyję i dekolt (aby uniknąć głupiego efektu „odcinania się” opalenizny. Gdy samoopalacz lekko wysechł, sprawdziłam, czy nie ominęłam żadnego miejsca i czy nie zrobiły mi się plamy. O dziwo udało się! Pomimo, że nałożyłam malutką ilość produktu, pożądany efekt osiągnęłam bez trudu.

Trwałość i efekty uboczne

Przy myciu twarzy dwa razy dziennie efekt utrzymuje się do około tygodnia. Następnie zabieg trzeba powtórzyć. Nie zauważyłam przesuszenia mojej skóry, zwiększenia się niedoskonałości, nieprzyjemnego zapachu czy innych niepożądanych efektów. Jestem zadowolona z tego „muśnięcia słońcem” i choć nie planuję regularnego używania tego kosmetyku to wiem, że, gdy zimą będę potrzebowała lekkiego efektu opalonej twarzy, mogę spokojnie po niego sięgnąć, bo nie zrobi mi krzywdy.

Używacie samoopalaczów?
Jakie są Wasze ulubione?

Madzia

62 komentarze

  1. Nie używam samoopalacza i nigdy nie używałam, bo obawiam się właśnie nierównomiernego rozprowadzenia, plam i pomarańczowej skóry, która będzie brzydko wyglądać 🙁 Tej mgiełki nie znam, ale brzmi super!

  2. Ja lubię dodać sobie odrobinę koloru, więc z chęcią sięgam po samoopalacze, ale na ten zapach też muszę uważać, bo nie znoszę go;). Jednak teraz marki stawiają i na ten aspekt, aby te kosmetyki miały przyjemny zapach. Lubię te z marki Vita Liberata, St. Tropez, a także Clarins.

  3. Ja podobnie jak Iwona, raczej nie skuszę się z tego powodu, że to dodatkowa porcja chemii, której i tak niemało dookoła nas, aczkolwiek przyznaję, że nie robiłam nawet rozeznania wśród opalaczy. Może i wśród tych kosmetyków znajdziemy coś z dobrym składem?…

  4. Moja przygoda z samoopalaczami jeszcze się nie zaczęła 😀
    Myślałam o tym, ale jakoś się nie zdecydowałam.
    Może w przyszłym roku wypróbuję 😉

  5. W naszym domu nikt tego nie używa – moją młodszą siostrę ładne barwi słońce bez tego produktu… latem wygląda jak mulatka 😉

  6. Nigdy nie używałam, bo pamiętam jedną koleżankę z liceum – całą pomarańczową i czuć od niej było samoopalaczowy zapach, jakoś mam uraz 😀 Zresztą pewnie i tak nie umiałabym rozprowadzić go tak, aby wyglądało to naturalnie…

  7. Ja niestety mam problem z samoopalaczami. Nawet kiedy wybiorę odpowiedni odcień, nigdy nie utrzymuje się długo na mojej skórze – szczególnie twarzy i szyi. Mam bardzo jasną karnację, a do tego dość suchą i atopową skórę. Peeling przed też nie pomaga – po dwóch dniach jestem w ciapki, więc nie podchodzę więcej 😉 Pozdrawiam ciepło 🙂

  8. Nie używam samoopalaczy, bo się ich boję. Kiedyś zrobiłam sobie przepiękne zacieki i od tamtej pory mam do nich ogromny dystans 😉
    Ale taka mgiełka samoopalająca fajna może być. Ciekawe 🙂

  9. Nie używam samoopalaczy.Mam dość ciemną karnację, zawsze o ton ciemniejszą od moich znajomych,a kiedy zaczyna się jesień, codziennie pije sok z marchewki. W ten sposób dojeżdżam do wiosny, a wtedy bardzo szybko łapię naturalny kolor.
    Pozdrowionka z deszczowego Podkarpacia,ale i tak optymistyczne:)
    Ps Madziu, co Ty wciąż o tych wypadających włosach, tak pięknie wyglądają na zdjęciu, aż nie chce mi się wierzyć, że masz z nimi problemy.

    • Sok z marchewki faktycznie wiele daje. 🙂 Muszę powrócić do jego regularnego picia.
      A co do włosów… Niestety w dalszym ciągu wypadają.
      Właśnie nie jesteś pierwszą osobą, która mi mówi, że w ogóle tych wypadających włosów po mnie nie widać… a wyłażą garściami… Mam nadzieję, że to wypadanie niebawem ustanie…

  10. Raz jeden użyłam samoopalacza, jakiegoś z Avonu, skończyło się to nieciekawie, podobnie jak u Cb. Więcej tego nie zrobiłam i nie zamierzam. Mogę być blada. Niespecjalnie mi to przeszkadza.

Skomentuj