Dzień dobry!

Jaki piękny dzień dzisiaj mamy. Kiedyś – nawet gdybym to dostrzegła – z pewnością przeszłabym zaraz wobec tego faktu do porządku dziennego. Żyłam w pędzie, bo przecież taki świat panował wokoło i mimowolnie chciałam się do niego dopasować. Nie zauważałam tego, co mogło dawać mi radość. Za to idealnie wpisywałam się w trendy – uwielbiałam zakupy (a przynajmniej tak mi się wydawało), byłam zabiegana, wiecznie w niedoczasie i nie miałam chwili dla siebie. Na dłuższą metę taki styl życia zaczął mnie męczyć i podświadomie zaczęłam poszukiwać rozwiązania.

Media nami manipulują

Zaczęłam zadawać sobie pytanie – po co ja właściwie tak pędzę? Co chcę osiągnąć? Odpowiedzi były dość mętne, niedoprecyzowane i ogólnikowe. Chciałam bowiem robić karierę, żyć na pewnym poziomie, całkowicie się usamodzielnić, móc kupować sobie rzeczy markowe i cieszyć się nimi. Jednak na żadnym etapie mojego życia  świadomie nie podejmowałam takich decyzji – decyzji o chęci posiadania coraz to nowych przedmiotów. Media wykreowały we mnie chęć dążenia do pewnego stylu życia. A ja w sposób nieuświadomiony chciałam do niego dążyć – być wiecznie nienasycona, wiecznie w pędzie, cały czas w biegu. W biegu za… no właśnie… za czym?

Luksus, przepych, Luis Vuitton i kusicielski Youtube

To pytanie nieco mnie otrzeźwiło. Zdałam sobie sprawę, że nie wiem do czego dążę? Może do spełniania mainsreamowych marzeń? Marzeń, które zdawałyby się idealnie wpisywać w idee „american dream”. Dążenie do posiadania przytulnego kąta, markowych ubrań, życia w luksusie. Jednak, gdy w miarę upływu czasu spełniałam swoje zachcianki zauważyłam, że one nie dają szczęścia. Mam kolejne torebki ułożone na półce w szafie, luksusowe kosmetyki pięknie prezentujące się na łazienkowej szafce (a niczym nieodbiegające od zdecydowanie tańszych odpowiedników). Jednak ciągle chciałabym czegoś jeszcze, czegoś więcej. Przecież ulubione vlogerki z dumą prezentują kolejne torebki Luis Vuitton, sukienki od Donny Karan czy najnowsze paletki ze Smashboxa. Złapałam się na tym, że przecież chciałabym mieć tę kolejną paletę cieni. Wtedy jednak przyszła refleksja… Po co? Przecież mam 5 innych (również markowych i genialnych pod każdym względem) na półce z kolorówką. Po co mi kolejna? To media, reklama na Youtube spowodowała, że została wykreowana we mnie potrzeba, która fizycznie nie istniała.

Potrzeba nieuświadomiona?

Zdenerwowałam się. Dorosła dziewczyna, a daje podejść się jak dziecko. W dodatku od lat zajmuję się reklamą i wiem jak to działa. Jednak autorytet robi swoje. Przyznajcie się – ile razy zdarzyło Wam się coś kupić z polecenia youtuberki, blogerki czy gwiazdy? Wierzymy, że jeśli naszemu autorytetowi po drugiej stronie ekranu coś się sprawdziło i twierdzi, że bez tego nie da się żyć – to tak absolutnie jest i my musimy to mieć! A przynajmniej zostaje wszczepiona nam taka potrzeba.

Życie jak gra

Idąc tym tropem – całe życie będziemy nienasyceni. Będziemy chcieli posiadać produkty, na które nie zawsze nas stać. Będziemy pracować długo i ciężko i stresować się, że czegoś nie możemy sobie kupić. Będziemy w końcu zaniedbywać swój czas wolny, odpoczynek, czas spędzony z drugą osobą, aby zdobywać kolejne trofea w tej grze. Tylko ta gra to nasze życie, nasz czas, którego nikt inny za nas nie przeżyje.

Jak się uwolnić od konsumpcjonizmu?

Ale można się uwolnić od tego dążenia za materializmem. Minimalizm daje taką wolność od kultury konsumpcyjnej. Nagle uświadamiamy sobie, że wcale nie musimy mieć najnowszy modelu laptopa,  drogich, markowych ubrań czy kosmetyków tak ochoczo promowanych w mediach. Uwalniamy się do pędu, pracy ponad siły i od strachu, czy damy radę na to wszystko zarobić. Możemy uwolnić się dzięki temu też w końcu od przesadnych ambicji, aspiracji i modelu życia, który każe ciągle napędzać nam gospodarkę i brać udział w nieustannym wyścigu szczurów.

Kupuj nowe!

Sama po młodzieńczej fascynacji modą, trendami, za którymi ślepo chciałam podążać w końcu uświadomiłam sobie, że to droga donikąd. Nigdy nie będzie takiego momentu, który byłby uwieńczeniem moich starań, zabiegania o kolejne rzeczy materialne. Za chwile pojawi się coś nowego, ulubiona youtuberka znów będzie kusić. Przecież tyle dziewczyn już to ma. Nowy telefon, nowy samochód, nowa torebka, nowa paleta cieni… Tak można w nieskończoność. A gdzie w tym wszystkim ja?

Pracuj ponad siły, żyj w luksusie

No właśnie. Bardzo łatwo dać się wciągnąć w taki wir. Pracować ponad siły, aby zarabiać jeszcze więcej. Zarabiać jeszcze więcej, aby móc więcej kupować, aby stać nas było na luksus. Na luksus, którego potrzebę kreują w nas media. Dlaczego ktoś ma decydować o tym jak mam żyć? Dlaczego mam uczynić więzienie ze swojego życia?

Minimalizm daje szczęście?

Na szczęście z tego koła bardzo łatwo można się wyrwać. Mnie osobiście bardzo pomogło natrafienie na idee minimalizmu i chęć zastosowania jej w swoim życiu. Wartościowe życie pełne satysfakcji nie ma wiele wspólnego z ilością rzeczy i pieniędzy, które posiadamy. Nie musimy gonić za statusem, który media kreują jako cel każdego z nas. Nasze wybory powinny być samodzielnymi decyzjami. Nie musimy się godzić na narzuconą kulturowo, odgórnie konsumpcjonistyczną rzeczywistość.

A może minimalizm to wyprzedawanie swojego majątku?

Chcę też troszkę odczarować pojęcie samego minimalizmu, bo dla wielu osób utożsamiane jest ono z wyrzeczeniem się niemalże wszystkiego, wyprzedaniem całego swojego majątku i życiem w ponadprzeciętnej skromności i ascezie. Minimalizm dla mnie to coś innego. To przede wszystkim dążenie do refleksji nad własnym życiem. To wywołanie zadumy, chęci przemyślenia czy rzeczy materialne, które posiadamy i sposób, w który spędzamy nasz czas wolny wnoszą coś pozytywnego w nasze życie, czy daję nam prawdziwe szczęście czy tylko odciągają uwagę od spraw naprawdę ważnych, chwilowo odstresowują, są lekarstwem na radzenie sobie ze swoim niskim poczuciem własnej wartości, kłopotami w domu, nieumiejętnością odnalezienia siebie.

Refleksja i samoświadomość

Moim zdaniem każdy prędzej czy później powinien zastanowić się nad tym co daje mu prawdziwe szczęście. Warto odpowiedzieć sobie na ważne, kluczowe na pytania dotyczące sensu naszego życia, naszych wartości. Czasem podświadomie unikamy takich pytań, bo tak jest łatwiej, wygodniej i przyzwyczailiśmy się do takiego braku refleksji. Jest nam względnie dobrze. Jednak to między innymi samoświadomość jest warunkiem prawdziwego szczęścia. Kto lepiej nam odpowie na pytanie co nas w życiu cieszy i uszczęśliwia jak nie my sami?

Odzyskaj radość życia!

A może tak naprawdę nie chcemy mieć wolnego czasu i zabijamy go spędzając godziny w galeriach handlowych, przed telewizorem, komputerem w poszukiwaniu nowych inspiracji, nowych przedmiotów, które mają dać nam szczęście? Gdy to odrzucimy – chcąc nie chcąc – zaczniemy poszukiwać bardziej produktywnych sposobów na zagospodarowanie wolnego czasu, które wcale nie muszą wiązać się z rzeczami materialnymi. Może warto powrócić do częstszego czytania książek czy czegoś co daje nam radość? Gotowanie wspólnie z bliskimi, a może wolontariat? Warto zacząć dostrzegać drugiego człowieka – taka postawa bardzo często pomaga nam w walce z osobistymi problemami. Konsumpcjonizm to w dużej mierze takie zapatrzenie w samego siebie. Tak, jakby poza nami samymi nie istniał żaden świat. A istnieje i jest piękniejszy niż nam się może wydawać.

Odrzuć od siebie nadmiar i chaos

Ja pokochałam minimalizm już jakiś czas temu. Przede wszystkim rozpoczęłam od selekcji rzeczy wokół mnie. Miałam stanowczo za dużo ubrań, torebek, a nawet jedzenia wokół siebie. Wszystko – niby poukładanie, niby na swoim miejscu – jednak gdy potrzebowałam czegoś znaleźć na szybko – zwykle związało się to z przekopaniem mieszkania. Nie sposób zachować porządek, gdy ma się wszystkiego dużo. Dopiero pozostawienie jedynie naprawdę potrzebnych przedmiotów, ubrań – okiełznało ten chaos i zaoszczędziło mój czas. Nie musiałam już tracić czasu na ciągłe porządki i pielęgnowanie, dbanie o rzeczy, które posiadałam z czysto egoistycznych pobudek i nie były mi one autentycznie potrzebne.

Jak nauczyć się oszczędzać?

Minimalizm skłonił mnie także do oszczędności – nie tylko pieniędzy. Mam mniej, ale muszę się też mniej przejmować o drogie rzeczy, które posiadałam. Teraz – gdy chcę coś kupić – wolę postawić na jakość (nie wydaję już bezsensownie pieniędzy w sieciówkach). Zakup droższej, porządnie wykonanej rzeczy raz na jakiś czas – cieszy zdecydowanie bardziej – zwłaszcza, jeśli ta rzecz była naprawdę potrzebna. Za każdym wykonanym przedmiotem, który posiadamy stoją ludzie, którzy przyczynili się do jej wytworzenia. Rzadko zastanawiamy się nad nimi samymi, nad ich ciężką pracą. A czasem niegodziwym wynagrodzeniem, trudnymi warunkami. Warto robić świadome zakupy. Taka postawa ukierunkowuje nas na wdzięczność, a wraz z nią szacunek do pracy innych.

Droga do szczęścia?

Minimalizm to dla mnie droga do poznania samej siebie, droga do wolności, oszczędności czasu i pieniędzy… oraz częstszego autentycznego uśmiechu! W końcu droga do drugiego człowieka, na którego możemy się pełniej ukierunkować. Minimalizm nie tylko eliminuje z naszego życia nadmiar, ale także sprawia, że jesteśmy bardziej wrażliwi, empatyczni i oporni na manipulację reklamy. Przekłada się to na nasze świadome decyzje, a z czasem także dumę z podjętych decyzji. Jakość naszego życia wcale nie jest wprost proporcjonalna do posiadanych rzeczy, a raczej do wartości i postaw, jakie sobą reprezentujemy.

Post nie jest sponsorowany.

Co sądzicie o konsumpcjonizmie? Czy dajecie mediom, aby kreowały w Was potrzeby?

Madzia

75 komentarzy

  1. Ja jeszcze walczę. Jeszcze zdarza mi się coś kupić a potem nie założyć, nie zjeść albo kupić książkę a potem nawet jej nie przeczytać :/ Jestem świadoma swojej głupoty, ale czasami wstępuje we mnie coś co każe mi to mieć :/

    • Doskonale rozumiem, bo kiedyś też byłam w takim etapie. Pomogło czytanie na ten temat, fascynacja prostotą, użytecznością. 🙂

  2. Też kiedyś byłam w takim momencie, że chciałam wiele. Na moje szczęście, teraz to dostrzegam, nie miałam okazji tego wszystkiego mieć z przyczyn finansowych. I choć wtedy to wywoływało we mnie złe emocje i trochę żalu, że nie mogę to dziś wielu rzeczy, które są kupowane tylko dlatego, że są modna czy markowe nie muszę mieć. Dziś mogę, ale wcale nie czuję takiej potrzeby. Dla samego posiadania nie jest mi to potrzebne. Kupuje tylko to co mi się przyda i taki minimalizm akceptuje i cieszę się, że kiedyś życiowa sytuacja takie podejście we mnie wyrobiła 🙂

    • Otóż to! Dlaczego brak środków finansowych ma powodować w nas frustracje? Przecież to tylko rzeczy. Prawdziwe życie toczy się obok i jeśli nie będziemy nad sobą pracować – torebka Chanel nie da nam szczęścia. Prawdziwego szczęścia.

  3. Ja uwielbiam zakupy, ale zamiast szaleć po galeriach raz na jakiś czas idę do sh i tam wyłapuje perełki lub coś co mi się podoba za parę złotych. A na kosmetyki jakoś mi szkoda wydać dużo kasy, zwłaszcza że teraz mamy coraz lesze jakościowo kosmetyki za kilkanaście złotych.
    Trzeba znać umiar i znaleźć złoty środek.

    • Ja już nie lubię zakupów (no chyba, że mówimy o tych spożywczych).
      Złoty środek jest ważny… Kupowanie dla kupowania nie ma sensu.

  4. wstrzeliłaś się idealnie w moje obecne zamiary bo minimalizm zaczyna mnie coraz bardziej pociągać- już od dłuższego czasu kupuję mniej ciuchów i omijam szerokim łukiem krzywo uszyte sieciówkowe „szmatki” choć czasem się skuszę jeśli widzę mój ulubiony fason lub ciekawy wzór ale tylko gdy gdzieś tam wyłapę z wystawy a nie buszując po sklepie bo szkoda mi na to czasu:) już nawet przestałam torebki kupować bo w końcu dotarło do mnie że nie potrzebuję ich 10 skoro tak na prawdę noszę 3:)
    pomału pomalutku wyeliminuję z mojego otoczenia też to czego nie potrzebuję:) Faktycznie dorośli potrafią być jak dzieci, jesteśmy bardzo podatni na sugestie i chcemy mieć to co luksusowe ale mnie osobiście nigdy torebki od projektantów czy wywalone loga Prady MK i inne nie kręciły ty bardziej teraz bo tu w Oslo widzę je a każdym kroku i w ten sposób takie towary przestały być dla mnie luksusowe i unikatowe a powszechne i nieatrakcyjne:)
    ahh temat rzeka a Adam mi truje że mu klawiaturą stukam a późno juz więc dobranoc Madziu!:)

    • Otóż to! Zgadzam się z Tobą! Mnie też zwyczajnie szkoda czasu na włóczenie się po sklepach. Szkoda czasu i energii. Nadmiar powoduje chaos.
      Teraz patrzę na to z innej perspektywy, po głębokich przemyśleniach. Konsumpcjonizm jest dla mnie abstrakcją, bo świadomie wybrałam minimalizm, z którego jestem dumna i który stał się częścią mnie. Jednak się nie wymądrzam, doskonale rozumiem ludzi uwikłanych w sidła bezsensownego kupowania, bo to jest bardzo uzależniające. Kiedyś sama przez to przechodziłam.
      A te wszystkie Prady i inne loga – dają szczęście, ale tylko na chwilę, bo zaraz chcemy więcej i więcej…

  5. Na mnie na szczęście reklamy nie działają. Choć wiele osób może teraz prychnąć, tak u mnie po prostu jest. Byłam zawsze wykorzystywana jako ten jeden przypadek na studiach, który był odchyleniem od normy. Na szczęście dobrze mi z tym. Jednak podatna jestem na kupowanie książek – to moja ewidentna słabość. Dużo mam takich, których jeszcze nie przeczytałam. Ostatnio też kupuję maski na twarz, dłonie, itp. ale na razie nie traktuję tego jako nadmierny konsumpcjonizm. Lubię to i poza pielęgnacją, jest to dla mnie swego rodzaju relaks. Oprócz tego już kilka miesięcy temu zaczęłam pozbywać się części rzeczy. Ich mnogość w penym momencie zaczęła mnie przytłaczać. Wkrótce zabiorę się za kontynuację tego przedsięwzięcia.

    • Ja, teraz, już też tak mam, że jestem odporna na reklamy (po części dlatego, że reklamę studiuję i znam pewne mechanizmy, które już do mnie nie przemawiają).
      Ja wyleczyłam się z kupowania książek (fizycznie) odkąd mam Kindla. Nadal kupuję, ale e-booki, które nie zajmują przynajmniej miejsca.
      Jeśli coś sprzyja naszemu zdrowiu, jest naszą pasją to warto wydawać na to pieniądze. Jednak ślepe podążanie za tym, co proponuje nam świat jest głupotą i ograniczeniem.

  6. Na szczeście nigdy nie miałam problemu z konsumpcjonizmem, nie mam i nie zapowiada się abym miała. Z kolei jedna moja siostra ma całą mase butów a i tak nie ma w czym chodzić. Nie wiem jaki np. jest sens kupić sukienkę na raz lub dwa – kiedy zbliża się kolejna „uroczystość” lub impreza kupować nową, jakby nie można było wybrać z tego co sie ma… Kupowanie „bez sensu” to tylko strata czasu na chodzenie po sklepach i pieniedzy, które można spożytkować na coś innego np. jakiś szczytny cel. Kupowanie faktycznie może cieszyć ale to jest chwilowa radość taka która mija – potem człowiek i tak się nudzi a o zakupionej rzeczy zapomina… Człowiek goniąc za posiadaniem zapomina też o tym co na prawdę jest istotne, nie docenia tego czego ma, tylko narzeka, czyniąc swoje zycie nieszczęśliwym, trudnym – czyniąc siebie nieszczęśliwym. PO co utrudniać sobie życie, skoro może być szczęśliwe 🙂 To jest możliwe 🙂

    • Zgadzam się z Tobą. Takie kupowanie kolejnych rzeczy, podczas, gdy naprawdę mamy w czym chodzić czasem powoduje po prostu, że nie umiemy cieszyć się tym, co mamy, zatracamy się w nadmiarze rzeczy i czujemy wszechobecny chaos. Wiem, bo kiedyś miałam bardzo podobne podejście do podejścia Twojej siostry, niestety.
      Otóż to, konsumpcjonizm przesłania prawdziwe wartości i łatwo się w nim zatracić, a tym samym zagrodzić sobie drogę do prawdziwego szczęścia.
      Dziękuję za wartościowy komentarz!

  7. Ja na szczęście należę do tej wyjątkowej grupy, która nie jest podatna na sugestie i reklamy – zawsze tak miałam, więc to pewnie osobowość/charakter, no i odrobina przekory ;)Reklama namawia na kupno, więc dla zasady NIE 😉

  8. Hmmmm… minimalizm czy wypośrodkowanie pomiędzy konsumpcjonizmem a zaspokojeniem potrzeb…. bo skoro najnowszy model ma coś co jest dla mnie przydatne to czemu mam nie kupić? Ja skupiam sie na zużywaniu…. przed zakupem, w sklepie podczas kuszącej promocji zadawałam i zadaję sobie często pytania: czy ja naprawdę tego potrzebuje? Czy ten produkt mi sie kończy a nowy będzie w zapasach stał? Nie rzadko zdarza mi się wychodzić ze sklepu nic nie kupując. Co do YT to chyba tylko rozświetlacz z Lovely kupiłam:)

    • Jeśli coś jest przydatne to wcale nie jestem za tym, aby sobie tego odmawiać. Jednak kupowanie zbyt dużych ilości ubrań/kosmetyków i innych produktów powoduje chaos i sprawia, że nie umiemy w pełni doceniać i wykorzystywać tego, co mamy. 🙂

  9. Na szczęście mnie ta choroba nie dotyczy, ale masz rację, trzeba minimalizować i wydawać pieniądze na naprawdę potrzebne dla naszego życia rzeczy…
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  10. Bardzo mi się podoba to, co napisałaś. Dla mnie najgorsze jest wyrzucanie jedzenia, kupowanie workami leków i suplementów, płacenie za markę ubrania albo sprawianie, że dzieci mieszkają w sklepach z zabawkami, co zuboża ich wyobraźnię. Zgadzam się z Tobą, że zarabianie pieniędzy tylko po to, by kupić kolejną nową niepotrzebną rzecz, która szybko się znudzi jest niedobrym kierunkiem. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  11. Ja zawsze idę po rozum do głowy, jeśli jest​ coś co bardzo chciałabym mieć lub wypróbować zapisuje sobie.. czasami oglądałam to w sklepie ale dość długo zastanawiam się czy aby na pewno jest mi to potrzebne? Często wychodzi tak że właśnie nie..
    Swoje wydatki zapisuję to co na jedzenie, rachunki i produkty potrzebne z pielęgnacji lub zwyczajnie zachcianki.. nauczyłam się oszczędzać i Dobrze mi idzie:) przykład? W kwietniu kupiłam raptem 3 produkty kosmetyczne bronzer na promocji w rossmann ale tylko dlatego że mój dobił dna i dwa szampony gdzie ten drugi już wykańczam a w zapasach nie mam kolejnego. W tym miesiącu kupiłam krem pod oczy bo też nie miałam i 3 inne produkty które od dawna za mną chodziły a dokładniej dwa sera bo też nie miałam już nic + nowość maskę która jednocześnie jest peelingiem. Czy kupię coś jeszcze w tym miesiącu? Pewnie tak ale jeśli naprawdę będzie mi to potrzebne 🙂
    Ja jestem mało podatną na Media i modę 😛

    • Oszczędzanie nie przychodzi ot tak, trzeba się go nauczyć i cieszę się, że Tobie się to udało!
      Jeśli coś jest potrzebne – wiadomo, trzeba kupić, jednak nie ma sensu tego dublować, kumulować, a potem samemu się gubić w tym nadmiarze…

  12. Ze mną jest troszkę inaczej. Uwielbiam ciuchy i mam ich zdecydowanie za dużo, jednak wynika to z tego, że najczęściej kupuję je w sh lub przerabiam stare na nowe. Chociaż z drugiej strony, masz jednak racje, moje przeróbki często są wynikiem inspirowania się ciuchami z blogów :)… a jednak ;)!!!
    Bardzo wartościowy tekst… może w końcu i ja to zrozumiem :)!!!
    Pozdrawiam serdecznie :*!!!

    • To co innego. Ubrania są Twoją pasją, hobby. Jestem zdania, że to właśnie hobby i powinno dawać nam w życiu radość, odskocznie i też nie ma co odbierać sobie pewnych przyjemności. Zwłaszcza, jeśli – tak jak Ty – podchodzi się do tego w sposób kreatywny. 🙂

  13. Masz całkowitą rację, społeczeństwo jest totalnie zmanipulowane przez media jak i własną głupotę. Wiadomo, że każdy chciałby mieć willę i limuzynę ale prawda jest taka , iż wartościowym osobom wystarczy drewniana chatka na wsi ze słonecznikami i malwami w ogrodzie 🙂

    • Zgadzam się. Jak się nad sobą nie pracuje to w tej willi i limuzynie można być zdecydowanie bardziej nieszczęśliwym niż w wiejskiej chatce 🙂

  14. W zasadzie gdzie nie spojrzeć to króluje konsupcjonizm i kuszenie do niego. Grunt to zachować zdrowy rozsądek 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • Czasem naprawdę ciężko o ten zdrowy rozsądek, skoro zewsząd jesteśmy atakowani i zmanipulowani…

  15. Ja z całych sił staram się zminimalizować moje zapasy kosmetyczne… idzie mi nawet nieźle ! Grunt, że ograniczyłam zakupy 😀

  16. Powiem Ci,że ja od dziecka byłam uczona,że jeżeli chcę coś super, muszę na to zarobić, chociażby spędzając z babcią dzień na działce i pielić truskawki. Takie samodzielnie zarobione pieniądze inaczej się wydaje. Inaczej się na nie patrzy i to jest genialny wstęp do minimalizmu i niechęci do wydawania wszystkiego na kolejne niepotrzebne rzeczy 😉

    • To prawda, jednak wiele osób, pomimo, że samodzielnie zarabia to jest w stanie wydawać ponad stan, zapożyczać się, aby tylko mieć to, co jest na topie… Tu leży problem…

  17. Myślę, że warto po prostu doceniać to, co się już ma, ludzie, których ma się w pobliżu, a wtedy będziemy szczęśliwi. Rzeczy materialne dają jedynie krótkotrwałą radość. Nowy telefon w końcu nam się znudzi, nowy ciuch się zużyje i trzeba będzie kupić nowy, a czasu spędzonego z bliskimi osobami nie odzyskamy, wspomnienia, które oni nam podarują będą bezcenne. Media ogłupiają i promują różne rzeczy, niekoniecznie potrzebne do życia, bo liczy się dla nich zysk. Są rzeczy ważne i ważniejsze, i trzeba umieć to rozróżnić. Może niekoniecznie poprzez minimalizm, bo uważam, że każdy znajdzie własną drogę do tego szczęścia i życia w zgodzie ze sobą, bez pośpiechu.

    • Zgadzam się. Rzeczy to tylko rzeczy… nie zastąpią kontaktu z drugim człowiekiem, naszego podejścia do bliskich, wartości.
      Łatwo dać się wkręcić w ten mechanizm pragnień rzeczy materialnych, ciągłego dążenia do posiadania więcej, więcej i więcej.
      Dobrze, że jest wiele wartościowych ludzi, którzy nie chcą się wkręcić w ten wir…

  18. KOchana, brawo! dużo pięknych i prawdziwych słów. To znak naszych czasów, że ciężko nam czasem zapanować nad takimi pokusami. Konsumpcjonizm rzeczywiście idzie w parze z egoizmem.
    Ja chyba nie potrafię być minimalistką, ale jakieś samoograniczanie się jest na pewno na plus, więc muszę nad tym pracować. Chcę mieć dużo, ale na szczęście nie kupuję wszystkiego co bym chciała mieć, staram się jednak dokonywać wyborów. Trudny temat, ale bardzo wartościowy jest Twój post.

    • Dziękuję za miłe słowa. To bardzo ważny dla mnie wpis.
      Nie mam prawa nikogo pouczać, jednak sama znalazłam w minimalizmie prawdziwe szczęście, skupiłam się na istocie wartości bez tego pędu za głupotami, które nie mają żadnego znaczenia…

      • Dobrze, że o tym napisałaś. Najgorsze jest takie bezrefleksyjne kupowanie i pogoń za kasą. Ja cenię sobie rodzinę, praca jest na dalszym planie choć też jest ważna.

  19. Wyzwalając się od konsumpcjonizmu, nie tylko oszczędzamy czas, pieniądze i nerwy przeznaczane na zakupy. Nie tylko zrywamy z tym wyścigiem szczurów. Uwalniamy się przede wszystkim od poczucia wiecznego niezadowolenia, poczucia wiecznego braku czegoś, co nie do końća jest sprecyzowane. Można się skupić na swoich pasjach.

    Jeśli chodzi o mnie, to w liceum miałam szał kosmetykowy… Paletka Naked to było moje niespełnione marzenie, tak samo kosmetyki MAC czy Bobby Brown. Potem przyszła klasa maturalna, przestałam oglądać YouTube’a i jakoś samo mi to przeszło. Nie uważam się za minimalistkę, ale zakupy już mnie po prostu nużą. Mogę sobie poczytać o kosmetykach, ale nie wywołuje to we mnie poczucia „MUSZĘ TO MIEĆ” – najpierw zadaje sobie pytanie, czy ja tego w ogóle będę używać? Czy mi to pasuje? Czy mi to potrzebne?

    • Zgadzam się z Tobą! Szanujmy swój czas, pieniądze, siebie samych. Dlaczego mamy komuś coś nieustannie udowadniać? …i dlaczego wreszcie mamy to robić poprzez posiadanie więcej i więcej…
      Doskonale Cię rozumiem jeśli chodzi o zakupy kiedyś. Też miałam marzenia związane z nabyciem nowej paletki czy jakiejś popularnej torebki… Skupiałam się na rzeczach materialnych i one determinowały mnie do tego, abym więcej zarabiała, a tym samym więcej pracowała ograniczając czas z bliskimi, czas na odpoczynek. Czyli wartości, które obecnie dają mi szczęście i spokój! 🙂

  20. Próbuję uczyć się minimalizmu. Mam świadomość tego, że rzeczy nie dają mi szczęścia, ale ciągle wielką radością i nagrodą jest kupienie sobie czegoś w ramach nagrody lub za ciężki tydzień 🙂 Poza tym kosmetyki – ogromne zainteresowanie nimi popycha mnie do kupowania ich więcej i więcej 😉 Może kiedyś uda mi się wdrożyć tę ideę na stałe do mojego życia 🙂

  21. Ja kiedyś tak się wkręciłam. Pracowałam 6, czasem i 7 dni w tygodniu. Bo była okazja, trzeba było korzystać, a kasa dodatkowa zawsze się przyda. Byłam zmęczona i nie do życia, wiecznie wkurzona i podminowana. Pewnego dnia powiedziałam dość, nie takim kosztem, nie ma sensu. Wolne weekendy cenię sobie teraz najmocniej na świecie 🙂

  22. Niech każdy żyje jak chce. Minimalizm czy też życie ponad stan to nie mój interes (każdemu inaczej dobrze – ja się do tego nie wtrącam). =)

    • Wiadomo, że minimalizm nie jest jedyną właściwą drogą. Jednak wiele osób czuje się zagubionych z uwagi na natłok przedmiotów i wszechobecny nacisk na „mieć”, zamiast „być”… stąd moje rozważania na ten temat 🙂

  23. U mnie ta pogoń za nowymi rzeczami i byciem na bieżąco i na topie zmalała po tym, jak przekroczyłam „próg dorosłości”. Jako nastolatka, przez to, ze prowadziłam bloga, chciałam mieć jak najwięcej nowych kosmetyków, kusiło mnie wszystko, o czym dziewczyny pisały u siebie. Od roku czy dwóch lat staram się wybierać świadomie i coraz lepiej mi to wychodzi – mam chwile słabości, jak każdy, ale nie daję się wciągać w te producenckie gierki. Podoba mi się ten wpis 🙂

    • Moim zdaniem wiele pomaga takie ustatkowanie się, życie na swoich zasadach, wydawanie ciężko zarobionych pieniędzy. Jednak media wciąż kuszą i trzeba mieć naprawdę przemyślaną sprawę, aby się nie dać zmanipulować…

  24. świetnie to napisałaś, minimalizm kluczem do prawdziwego dobrego życia 🙂

    Pozdrawiam i miłego dnia 🙂
    ANRU,

  25. Też popieram minimalizm 🙂 po przeprowadzce odkryłam, że jeszcze mam dużo kartonów do rozpakowania z rzeczami, których mi zupełnie nie brakuje i zdałam sobie sprawę, jak dużo niepotrzebnych rzeczy gromadzi się w trakcie życia 🙂

  26. śmiało mogę powiedzieć, że mój mąż jest minimalistą, w przeciwieństwie do mnie, ale powoli uczę się od niego ograniczania rzeczy wokół siebie.

    • Nic na siłę, ale jeśli zauważysz, że takie podejście Ci pomaga w codzienności… to warto się wkręcić w minimalizm 🙂

  27. bardzo fajny wpis, mam podobne podejście do minimalizmu, który jest dla mnie czymś więcej niż ograniczaniem zakupów. to zmiana myślenia, dążenia do tego, by cieszyć się tym, co mam i nie dążyć za wszelką cenę do tego, by mieć „wszystko”.

  28. w pełni się z Tobą zgadzam (zresztą, nie po raz pierwszy). Media kreują w nas nieistniejące potrzeby. Każą nam mieć więcej, chcieć więcej… a prawda jest taka, że te wszystkie rzeczy nie dają ani trochę szczęścia. Jedynie ograbiają nas- z czasu i miejsca w domu 😉

  29. Twoja wersja minimalizmu kojarzy mi się z pojęciem slow life. A ja slow life prowadziłam zanim jeszcze powstał ten termin;) Od kilku lat staram się robić zakupy z głową, nie rzucam się na byle co, tylko dlatego, że jest przecena. Nie żyję w biegu. Znajduję czas dla siebie…

    • Może to slow life, może nie. Nie analizowałam tego w tym aspekcie. Jednak blisko mi do do tego, aby zrezygnować z tej manipulacji całkiem. Chciałabym być wolna od kuszenia, chęci posiadania.
      Cieszę się, że od dawna dążysz do takich postaw 🙂

  30. Kiedyś wpadłam w to koło „Tak! muszę to mieć” ale od kiedy zarabiam sama na siebie, już nie daje sobą manipulować… Nie dałam się skusić promocji w rossmanie, bo niczego nie potrzebowałam. staram się oszczędzać i kupić lepiej raz droższy produkt i mieć go dłużej niż 100 i żadnego nie używać 😀

  31. Ja wręcz za rzadko chodzę na zakupy. Oczywiście wniosek wysnułam, porównując koleżanki. Ale dobrze mi z tym. Nie lubię, męczy mnie to 🙂

Skomentuj