Dzień dobry!

To już? Gdzie umknął lipiec? W tym roku był to dla mnie bardzo intensywny miesiąc pod względem wyjazdów. Spędziłam go naprawdę dobrze, a do domu przywiozłam piękne wspomnienia i ogrom zdjęć. Pod względem kosmetycznym natknęłam się na kilka produktów, których działanie absolutnie mnie urzekło. Muszę się z Wami koniecznie podzielić tymi odkryciami!

1. Organix, Nourishing Coconut Milk, Conditioner – odżywka do włosów z mleczkiem kokosowym, 385 ml, 27,99 zł (na promocji)

Przede wszystkim na wstępie muszę zaznaczyć, że ten produkt z miejsca kupił mnie designem opakowania, który jest genialny. Piękny, opływowy kształt, wyróżniający się z daleka font. Projektantowi designu należą się brawa.

Byłam ciekawa czy w parze z image’em tego produktu idzie także świetne działanie. Gdy tylko Rossmann wprowadził promocję na produkty Ogx, bez wahania postanowiłam zakupić tę odżywkę – tym bardziej, że dziwnym trafem naraz kończyło mi się akurat kilka produktów.

Działanie? Rewelacyjne od pierwszego użycia. Moje włosy pokochały tę odżywkę. Po wakacjach w Austrii, moje włosy były w nieco gorszej kondycji, aż tu nagle napotkałam ten kosmetyk i bum! Już po pierwszej aplikacji włosy stały się wyczuwalnie miększe, łatwiejsze w układaniu, no i mniej się plątały. Zniknęła nieprzyjemna szorstkość. Nawet po myciu wyglądały po prostu lepiej niż zwykle.

Sama konsystencja jest treściwa i gęsta. Nie potrzeba wiele produktu, aby pokryć włosy. Tym samym produkt jest całkiem wydajny, bo nie ma potrzeby wylewania sporej ilości na raz. Zresztą jeśli już to byłaby tu raczej mowa o wyciskaniu, niż wylewaniu – z uwagi na bogatą, gęstą konsystencję właśnie.

Kolejny plus to zapach kokosa, który utrzymuje się przez długi czas na włosach. Uwielbiam to! Sama zauważyłam, że gdy trzymam odżywkę na włosach odrobinę dłużej (ponad 5 minut) uzyskuję jeszcze lepsze efekty, więc taki czas trzymania jej na włosach polecam.

2. The Body Shop, Blueberry Body Butter – jagodowe masło do ciała do skóry suchej, 192 g, na promocji około 33 zł

W Austrii skorzystałam z promocji i zakupiłam 3 masła z The Body Shopu. Na pierwszy ogień poszła soczysta jagoda. Wspaniały zapach! Nie jest to co prawda typowa jagoda, ale i tak wyczuwam niezwykle przyjemną owocową kompozycję. Intensywność jest fenomenalna, bo zapach produktu jeszcze długi czas po aplikacji utrzymuje się na naszej skórze!

Na pewno nie jest to produkt dla osób, które sympatyzują z masłami/balsamami, które całkowicie się wchłaniają. Kosmetyk pozostawia przyjemny, kojący film. Jak dla mnie – jest to zdecydowana zaleta. Czuję, że moja skóra jest maksymalnie nawilżona. Genialnie to masełko sprawdza się także po kontakcie ze słońcem. Nie ma mowy o przesuszeniu skóry, bo po aplikacji balsamu uzyskujemy natychmiastowe ukojenie, taką esencję pielęgnacji.

Wiele osób uważa, że te masła na lato są za mocne z uwagi na treściwą, bardzo gęstą konsystencję. Jak dla mnie – nic bardziej mylnego. Właśnie latem potrzebuję takiego bogatego odżywienia, nawilżenia, a te kosmetyki mi to dają.

Wydajność przeciętna. Aby nasmarować masłem całe ciało, trzeba troszkę go zużyć, stąd chcąc nie chcąc, ubywa go. Może nie w zawrotnym tempie, ale jednak. Pomimo wszystko i tak jest to kosmetyk, którego bardzo często używałam w tym miesiącu i spełnił moje wymagania.

3. Nacomi, Morrocan Argan Cream with Grape Seed Oil – arganowy krem pod oczy, 15 ml, około 40 zł

Krem kupiłam jakiś czas temu, ale nie miałam okazji go użyć, bo kończyłam resztki innych produktów i nie chciałam otwierać nic nowego. Jednak w lipcu definitywnie udało mi się wyrzucić poprzednie opakowania kremów pod oczy i otworzyłam ten. Już przy pierwszym kontakcie z moją dłonią, poczułam, że konsystencja jest taka, jak najbardziej lubię – bogata i lekko tłustawa. Z tego względu kremu używam jedynie na noc. Na dzień, pod makijaż, jest zdecydowanie zbyt treściwy i mógłby się ważyć.

Minusem może być aplikacja. Codziennie mamy bezpośredni kontakt dłoni (palca) z produktem. Przydałaby się szpatułka, abym mogła go higieniczniej wyjmować. Na szczęście taką zorganizowałam.

Krem daje mi wszystko, czego potrzebuję dla mojej wrażliwej, delikatnej skóry pod oczami. Jest bardzo nawilżający, natłuszczający. Nie wchłania się w 100%, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Działa przeciwzmarszczkowo i widocznie ujędrnia skórę. Rano zawsze jest taka napięta i pomimo, że oczy często mi się łzawią, nie ma na niej śladów przesuszenia czy zaczerwienień. Wielki hit!

4. Lush Mask of Mangaminty – oczyszczająco-nawilżająca maseczka miętowa z miodem, 125 ml, około 10 euro

Ten produkt skradł moje serce zaraz po powrocie z Austrii. Jest rewelacyjny. Przyjemnie koi i daje efekt chłodzenia. Latem, idealny! Nie będę się na jego temat bardziej rozpisywała, bo stworzyłam już obszerną recenzję o tej lushowej maseczce:

Lush Mask of Magnaminty z miodem – recenzja

5. TianDe, Dezodorant kryształowy Natural Veil, 60g, 53 zł

Wyjątkowo ten ulubieniec nie jest mój, a mojej mamy. Jednak ja także planuję go kupić. Mama bardzo go chwaliła, więc pomyślałam, że może zainteresować Was taki naturalny dezodorant. Tym bardziej, że wakacje w pełni i chcąc nie chcąc, musimy jakoś radzić sobie z potliwością.

Natural Veil to naturalny kryształ górski pochodzenia wulkanicznego, kryształ z minerałów. Zawiera ałun, który ma działanie bakteriobójcze. Ałun też zapobiega powstawaniu podrażnień i czerwonych krostek, zatem można go stosować nawet zaraz po depilacji okolic pach.

Dezodorant jest bardzo ekonomiczny, bo wystarcza na ponad rok codziennego używania. Wystarczy zmoczyć kryształ wodą i użyć. Zapewnia długotrwałą świeżość. Jest zupełnie nieszkodliwy dla organizmu, gdyż nie zawiera szkodliwych substancji chemicznych. Pełen komfort bez aluminium, emulgatorów i alkoholu. Nie pozostawia też plam na ubraniu. Mama jest z niego bardzo zadowolona. Teraz ja postanowiłam go zakupić. A póki co z uwagi na rekomendacje mamy, wylądował w ulubieńcach.

6. Pierre Rene, Slim Lipstick – pomadka w odcieniu 10, 2g, 18,99 zł

Ta trwała pomadka do ust uprzyjemniała mi cały wyjazd do Łodzi i nie tylko! Przepiękny, różowy odcień. Czuję się wspaniale, gdy mam go na ustach. Produkt nie wysusza ust, daje piękne półmatowe wykończenie. Ta pomadka jest bardzo napigmentowana, bo już jedno pociągnięcie daje pełnię koloru i doskonałe krycie. Efekt utrzymuje się przez kilka godzin. Co prawda nie przetrwa w kontakcie z jedzeniem, ale mając na uwadze, że nie jest to tint czy inny produkt tego typu, działanie jest bardzo zadowalające.

Pomadka jest mała, idealnie mieści się w torebce – nawet tej wyjściowej, wielkości koperty. Pomadka ma kremową konsystencję i słodki, lekko kokosowy zapach. Jak dla mnie jest rewelacyjna. Odkryłam ją dzięki Targów Meet Beauty, ponieważ była dołączona do upominków, które przygotowane były dla blogerek.

Kolor jest delikatny i subtelny, idealny na co dzień!

7. Naturalne serum oczyszczające Bionigree, 100 ml, 96 zł

Zastanawiałam się czy dodać do serum do moich ulubieńców. Koniec końców jego rewelacyjne działanie przemówiło na „tak”. Co prawda nie używam go od początku lipca, jednak 3 tygodnie kuracji pozwoliły mi wyrobić sobie na jego temat opinię. Ten peeling jest świetny! Dobrze oczyszcza, nie podrażnia, łatwo się go aplikuje. Rewelacja! Więcej na jego temat możecie przeczytać w osobnym wpisie:

Bionigree serum oczyszczające do skóry głowy – recenzja

To już wszyscy moi ulubieńcy lipca. Zdecydowanie przeważają produkty pielęgnacyjne. Cieszy mnie jednak, że choć jeden kosmetyk kolorowy się załapał do tego rankingu! Każda z opcji jest godna polecenia.

A co ciekawego Wam uprzyjemniało pielęgnację/makijaż w lipcu?
Znacie któryś z przedstawionych przeze mnie kosmetyków?

Madzia

60 komentarzy

  1. Lipiec faktycznie miałaś aktywny i dobrze. Ja ostatnio odkryłam tonik i peeling Z acai Ziaja, poza tym robię sobie wakacje nawet od makijażu.

  2. Kosmetyki brzmią i wyglądają bardzo kusząco aby je wypróbować. Z The Body Shop skusiłam sie , dla odmiany, na masło o zapachu pomarańczy 🙂

  3. Nie miałam żadnego z tych produktów, ale od jakiegoś czasu kusi mnie to serum i nadal nie mogę się zdecydować 🙂 Bardzo podoba mi się kolor pomadki – takie kolorki lubię 🙂

  4. Raz używałam tej odżywki kokosowej, ale mojego serca nie skradła. Ale jak ją będę dłużej używać, to zobaczymy, jakie będę mieć wrażenia 🙂
    Szkoda, że masła The Body Shop są tak drogie 🙁 Zanotuję je do listy prezentów w przyszłości 😀

    A ja uwielbiam odżywkę bez spłukiwania z Loreala (olejek w kremie) – moje włosy są po nim genialne. Miękkie, błyszczące i świetnie się kręcą oraz układają <3

    • Z kolei dla moich włosów ta odżywka kokosowa to prawdziwe wybawienie! 🙂
      A olejku w kremie z Loreala chyba nie znam 🙂

  5. Zaskoczył mnie ten dezodorant kryształowy. Ciekawa rzecz. Pomadka bardzo fajna, tylko inny kolor bym wybrała, a i odżywka z kokosa. Uwielbiam ten zapach, mam jeszcze pół butelki kokosowej odżywki, ale z innej firmy.

  6. W Rossmanie kupuje wilk do włosów, a ostatnio kupiłam olej arganowy. Nie wiem jeszcze jak podziała olej. Ciekawy ten dezodorant 🙂

  7. W tym kremiku pod oczy zakochała się moja koleżanka przeze mnie — ja ją namówiła — też kocham takie konsystencje kremów pod oczy. 🙂

  8. Nie znam żadnego z tych kosmetyków 😀
    Ale tej kokosowej odżywki do włosów bym spróbowała 😉 Uwielbiam wszystko co kokosowe ;D
    No i ten krem z Nacomi wygląda zachęcająco. Ma bardzo ciekawą konsystencję 😉
    Pozdrawiam 😉

  9. masła i balsamy z TBS uwielbiam za ich długotrwały zapach,a nienawidzę za cenę :P.

    podpowiedz, gdzie kupiłaś ten dezodorant w krysztale? poluję na coś podobnego odkąd skończył mi się mój Ałun i nie mogę nigdzie znaleźć!

    • Ten dezodorant zakupiła moja mama w jakimś sklepie w Tarnowie 🙂
      Ale myślę, że Tiande jest też dostępne wysyłkowo.

  10. Gdzież to w Austrii taka zła woda, że włosy psuje? 😉 W Wiedniu ponoć jest pitna (ja nie piję). Ale racja woda jest twarda, całe szczęście moje włosy na nią nie reagują źle, może przeszły okres dostosowawczy we Wrocławiu ;D.
    Do Lush nigdy nie weszłam, The Body shop też mnie nie kusi 😉 Może w przyszłości.
    To serum do skóry głowy zapowiada się rewelacyjnie, ale ta cena….;/
    Pozdrawiam :**

  11. Na odżywkę marki Organix mam ochotę już od dawna, bo miałam próbkę – niebieską wersję i miałam po niej super włosy:) TBS oczywiście uwielbiam, ale nie mogę na razie kupić, bo zużywam ciągle zapasy, które nie kończą mi chyba wcale;)

Skomentuj