Dzień dobry!

Jak co miesiąc o tej porze na blogu pojawiam się z ulubieńcami kosmetycznymi. W tym miesiącu nie będzie inaczej. Zauważyłam, że październik nie obfitował w posty związane stricte z urodą. Pewnie dlatego, że obecnie nieco inaczej wyobrażam sobie mojego bloga. Nie skupiam się więc jedynie na tematach związanych z kategorią „beauty”. Niemniej jednak nadal uważam, że jeśli jakiś produkt jest wart polecenia – zasługuje, aby informacja o nim „poszła w świat”.

1.  Nacomi, Olej z nasion konopi indyjskiej, 30 ml, około 12 zł

W wieczornej pielęgnacji twarzy używam olejków zamiast serum. Taką metodę pielęgnacyjną stosuję właściwie już od lat i bardzo dobrze mi ona służy. Moim zdaniem jego działanie mogłabym ocenić jako doskonałe i jedno z lepszych jeśli chodzi o olejki naturalne do twarzy (a kilka już ich testowałam).

Zapach jest specyficzny, kolorek też (taka zgniła zieleń). Jednak działanie bardzo do mnie przemawia. Olejek mnie nie zapycha, nie powoduje namnażania się wyprysków, łagodzi zaczerwienienia, sprawia, że skóra jest miękka, pozbawiona przesuszonych miejsc. Olejek jest też dość wydajny.

Jedyny minus to opakowanie bez pipety, ale jakoś sobie z tym poradziłam i zainstalowałam w nim pipetę z innego produktu. Pomimo, że posiada buteleczkę z ciemnego szkła, trzymam go w lodówce od momentu otwarcia.

2. Tołpa, Dermo Face, Physio, żel do mycia twarzy i oczu, 195 ml, około 20 zł

Kiedyś miałam ten produkt w opakowaniu bez pompki, teraz jednak zostało ono udoskonalone i aplikacja jest zdecydowanie przyjemniejsza. Co prawda nie wiem czy sama z własnej woli bym go zakupiła, bo najlepiej ostatnio służą mi kosmetyki naturalne, jednak z uwagi, że go dostałam – postanowiłam wykorzystać, tym bardziej, że ma całkiem przyjazny skład.

Zaskoczył mnie tym, że naprawdę fajnie się pieni (w porównaniu do swojego poprzednika – emulsji marki Vianek). Dobrze domywa twarz. Fajnie sprawdza się jako drugi krok w demakijażu twarzy. Nie zapycha, nie uczula, nie podrażnia, ma fizjologiczne pH. Ponadto nike zawiera: alergenów, sztucznych, barwników, PEG-ów, SLS-u, silikonów, alkoholu, parabenów czy formaldehydu. Polubiłam go.

3. Trio trychologiczne, Madiceuticals, szampon, odżywka i tonik

Co prawda moje włosy nie przestały wypadać odkąd używam kosmetyków z tej linii. Mam wrażenie jednak, że wypadają nieco mniej. Tak, jak wspominałam – nie wierzę, aby same produkty zewnętrzne były w stanie zdziałać niewiadomo jakie efekty, gdy problem może leżeć głębiej.

Niemniej jednak kosmetyki te bardzo polubiłam za wydajność, piękne zapachy. Szampon rewelacyjnie oczyszczał i sprawiał, że włosy po myciu aż „skrzypiały”. Takiego oczyszczania już dawno nie miałam. Odżywka i tonik równie dobrze się u mnie sprawdziły. Do tego cała linia pachnie po prostu rewelacyjnie! Polecam.

4. The Body Shop, Body Butter Passion fruit, masło Marakuja, 200 ml, około 39 zł

Kupiłam je jeszcze podczas wakacji w Austrii. Nie żałuję, że zrobiłam taki zapas, bo teraz mogę się cieszyć rewelacyjnym odżywieniem i nawilżaniem mojej skóry. Poza tym wybrałam same wakacyjne zapachy masełek, dlatego nakładając je – czuję się jak w samym środku lata!

To konkretne masełko marki The Body Shop pachnie fenomenalnie. Czy jest to typowa marakuja? Nie wiem, bo zbyt rzadko mam z nią do czynienia. Na pewno jednak mogę stwierdzić, że jest to zapach piękny, wyjątkowy i bardzo egzotyczny. 

Masełko jest maksymalnie odżywcze, ma zbitą konsystencję i dopiero pod ciepłem palców dobrze rozprowadza się na skórze. Jest jednak dość wydajne. Używam je od końca września (co prawda nie codziennie) i jeszcze jakaś resztka została mi na dnie. Wielki plus za moje ukochane masło shea w składzie.

5. Lumene, Overnight Bright Sleeping Cream, rozjaśniający krem na noc z witaminą C, wersja nie jest pełnowymiarowa

Ten kremik otrzymałam podczas festiwalu See Bloggers. Doczekał się wreszcie i niedawno rozpoczęłam jego stosowanie. Nie spodziewałam się nawet, że tak bardzo przypadnie mi do gustu. A tu proszę! Jednak mały minus już na wstępie daję mu za napisy na opakowaniu, które ulegają ścieraniu.

Nie wchłania się szybko, bo ma dość bogatą konsystencję. Pozostawia na skórze film. Pachnie dość ładnie – jest to charakterystyczny zapach dla kosmetyków z dodatkiem witaminy C – taki świeży. Jest kolory żółtego, co nieco mnie zaskoczyło. Nie nadawałby się jednak jako krem na dzień, bo jego konsystencja jest zbyt bogata, a twarz po nim przez jakiś czas się świeci. Jednak jako pielęgnacja na noc – naprawdę daje radę. Szkoda tylko, że mam taką malutką próbeczkę, bo chętnie poużywałabym go przez dłuższy czas.

To już cali moi ulubieńcy w tym miesiącu. Moja pielęgnacja czy makijaż jednak nie ulegają dużym zmianom i po prostu nie mam wiele nowości Wam tu do pokazywania. Używam głównie produktów, którym zaufałam już jakiś czas temu. Nie testuję wiele nowości. Zatem wiele ulubieńców z poprzednich podsumować nadal egzystuje w mojej kosmetyczce.

Post nie jest sponsorowany.

Znacie któryś z przedstawionych przeze mnie produktów?
Jaki kosmetyk skradł Wasze serce ostatnimi czasy?

Madzia

79 komentarzy

  1. Bardzo podoba mi się to w jaki sposób zaczęłaś urozmaicać bloga, wzbogacać jego treść – według mnie jest jeszcze ciekawiej i jeszcze chętniej wyczekuje się kolejnych postów. Teraz wchodząc tutaj człowieka zawsze czeka niespodzianka – nie wiadomo z jakiej kategorii, ale wiadomo, że bedzie ciekawie 🙂 A ulubieńcy? To nieodłączny element tego miejsca 🙂

    • Nie chcę ograniczać się do jednej kategorii. Jeśli jakiś temat mi odpowiada – po prostu piszę. Zmieniam swoje życie holistycznie na lepsze, więc i tych kategorii jest sporo 🙂
      Dziękuję za słowa uznania! 🙂

      • I bardzo dobrze. To Twój blog, Twoje miejsce… rozwijasz się, rozwija się Twój blog 😉 Cieszę się, że piszesz o tym co Ciebie ciekawi, co lubisz… o swoich pasjach, pogladach – dzięki temu jest tutaj tak przyjemnie 😉

        • Bardzo się cieszę, że to dostrzegasz i doceniasz. Nie chcę bloga kategoryzować w jakiś sztywnych ramach… Poza tym, zmieniam się, dojrzewam do pewnych rzeczy, rozwijam… dlatego, że nie stoję w miejscu, mój blog także nabiera innego charakteru 🙂

  2. Ja mam ochotę przetestować różne maseczki do twarzy, bo działają szybko, a pojedyncze saszetki mają umiarkowane ceny 🙂

  3. Madziu, zachęciłaś mnie i kupie olejek z nasion konopi. ja w ogóle testuję różne olejki, a tego jeszcze nie wypróbowałam. Ja dodaję jeszcze do każdego olejku albo masła shea, które uwielbiam jak Ty, kilka kropel naturalnych olejków eterycznych. Przede wszystkim różanego, ale i lawendowego. A co do koloru, to ole z pestek dyni też jest taki nieciekawy, ale jakie ma działanie!
    Pozdrawiam cieplutko:)

    • Właśnie nie dotarłam jeszcze do olejków eterycznych – ale dojrzewam do tego i zapewne niebawem się nimi zainteresuję – nie tylko w kosmetyce.
      Olej z pestek dyni używałam do sałatek – ma fajny smak 🙂
      Pozdrawiam 🙂

  4. Ojej, dopiero teraz widzę ile literówek zrobiłam.Właściwie powinnam ten komentarz napisać jeszcze raz,ale, ech pozdrowionka jeszcze raz:)

  5. Nie miałam nic z produktów, które pokazujesz, ale wszystkie bardzo zachęcająco się zapowiadają 🙂 Wezmę pod uwagę Twoje opinie robiąc kolejne zakupy kosmetyczne 🙂 Pozdrowionka 🙂

  6. Marakuja to nie mój zapach, zdecydowanie nie. Arbuz, papaja, mango – nie lubię tego. Natomiast ostatnio koleżanka mnie namówiła do stosowanie olejków do cery, skóry i będę miała na uwadze ten polecony przez Ciebie. 😉 Pozdrawiam serdecznie. 😉

  7. Z tych kosmetyków znam tylko olej. Miałam go, ale głównie używałam go do maseczek z glinką. No i uważam, że Nacomi ma genialne oleje. Ja na noc również używam oleju, tylko że tamanu – mieszam go z żele aloesowym. Kiedyś stosowałam olej arganowy – też mi się fajnie sprawdzał.

  8. Kosmetyki Lumene polubiłam już dawno temu, pamiętam, że te kremy były naprawdę fajne. A masełka TBS to oczywiście świetne kosmetyki, dobrze że jednak zrobiłaś zapasy:)

  9. ścierające się opisy na opakowaniu to w sumie żaden minus, w sumie o marce jakoś średnio świadczy. U mnie ten kremik sprawdził się średnio, nie wart zdaniem moim ceny, ale z racji wieku u mnie inne potrzeby:)))

  10. Przypomniałaś mi o tych masłach The Body Shop i już dopisałam na listę „Do św. Mikołaja” 😛 Muszę je zdobyć! O Lumene słyszałam, ale nie używałam, a Nacomi uwielbiam, ale rzadko bywam w Hebe, żeby się w te kosmetyki zaopatrywać 🙂

  11. Tołpę bardzo lubię 🙂 Cieszy mnie to, że z aptek przedostała się w końcu do drogerii i jest lepie dostępna. Ja jestem takim typem ludzkim 😉 że nie mam problemu z zakupami przez Internet, no ale jak już wchodzę do sklepu to lubię pomacać 😉 a w aptece wiadomo 😉
    I teraz pytanie z innej beczki: jak Ty „to robisz”? Po olejku wklepujesz krem? Czu raz na jakiś czas stosujesz sam olejek? Kiedyś używałam serum z Avon (ryż i sake, bardzo fajne, ale podejrzewam, że jego działanie było głównie oparte na rozświetlających drobinkach, za to zapach uwielbiałam, konsystencję też) i po serum nakładałam krem. Jak jest u Ciebie?

    • Po myciu buzi, spryskuję ją hydrolatem i jeszcze na wilgotną twarz nakładam olejek zmieszany z żelem aloesowym 🙂

  12. Do olejków podchodzę z dużym dystansem – jakoś wydaje mi się, że potem moja skóra będzie tłusta i lepka…
    Odkąd zrobiło się zimno, czuję że skóra jest przesuszona, a na twarzy jakaś taka lekko ściągnięta. Masz może na to receptę? Jakiś sprawdzony, dobry krem nawilżający albo…olejek?
    pozdrawiam!

    • Ja też kiedyś nie wierzyłam w moc olejków, ale z czasem… przekonałam się w 100% 🙂
      Dobry krem nawilżający, a do tego bogaty, odżywczy? Tylko Nacomi 🙂
      Pozdrawiam 🙂

  13. Nie miałam żadnego z Twoich ulubieńców 🙂 Masło z TBS muszę w końcu kiedyś wypróbować, a olejek z Nacomi bardzo mnie zaciekawił 🙂

  14. Te masełko z The Body Shop po prostu chciałabym powąchać. A co do Tołpy to u mnie płyn micelarny się nie sprawdził, ale na pewno dam 2 szansę 🙂

  15. Fajni Ci Twoi ulubieńcy 😉 Żel z Tołpy lubiłam bardzo, chętnie do niego wrócę. Ogólnie uwielbiam żele z tołpy, regularnie kupuje je w Biedronce, już mam niezły zapas ;P
    Używam akurat masła z TBS shea i zwracam honor, jestem zaskoczona, że mimo hmm średnio naturalnego składu, bardzo dobrze nawilża i wygładza skórę. Nawilżenie czuć jeszcze przez kilka dni po aplikacji. Późno zdecydowałam się na te kosmetyki ze względu na ich cenę, mimo że TBS mam na miejscu i mogę sobie kupić. Jeżdżę jednak do Outletu marki, gdzie od ceny jest -40% 😉

Skomentuj