Dzień dobry,

ach, jak wspaniale jest podróżować. Można nie tylko pozwiedzać ciekawe zabytki i lokalną kulturę. Podróże to także dobry czas na poznanie różnych rzeczy, które ciężko jest zakupić w naszym rodzimym kraju. Będąc w Austrii, po raz pierwszy miałam okazję być w sklepie Lusha. Owszem, popularny DM odwiedzałam wiele razy, jednak jakoś z Lush był mi zupełnie nie po drodze.

Zlokalizować LUSHa

Dopiero przy okazji wybrania się do Donau Zentrum (ach, jakie to jest ogromne centrum handlowe!) natknęłam się – zupełnym przypadkiem – na Lusha. Nie mogłam nie skusić się, aby tam nie zajrzeć. W końcu to jeden z bardziej osławionych sklepów z naturalnymi kosmetykami, jaki istnieje.

Sklep jak marzenie

Trzeba przyznać, że jest wspaniały. Ogromny, przestronny, pełen wspaniałych zapachów i kolorów. Taki raj dla każdej kosmetykomaniczki i nie tylko. Miła obsługa, możliwość wypróbowania kosmetyków na miejscu – prawdziwe WOW! Już rozumiem dlaczego tak wiele dziewcząt na Youtube i w blogosferze opowiadało, że nie da się tam spędzić jedynie kilku minut. To prawda, ten sklep wciąga.

MASK OF MAGNAMINTY z miodem?

Gdyby tylko ceny kosmetyków były nieco niższe… pewnie wyszłabym stamtąd z pełną siatą produktów. Jednak koniec końców wydałam niecałe 10 euro na… osławioną MASK OF MAGNAMINTY, tyle, że w wersji z olejkami i miodem. Byłam jej bardzo ciekawa.

Pierwsze wrażenie

Gdy tylko wróciłam do Polski zdecydowałam się ją przetestować. Będzie to zatem pierwsze wrażenie wraz z recenzją.

Klasyczna wersja czy może nowość?

Klasyczna Mask Of Magnaminty od Lusha to maseczka/pasta do mycia twarzy, która ma właściwości głęboko oczyszczające. Z racji, że moja cera ma tendencje do przesuszania i jest dość wrażliwa, zdecydowałam się na nowość od LUSHa – tę samą maskę, tyle, że w wersji z olejkami i miodem. Już w konsystencji jest zdecydowanie bardziej „przyjazna” dla skóry. Czuć przyjemną oleistość.

Jaka jest nowa formuła?

Czegoś takiego było mi potrzeba! Nowa, odmieniona formuła z dodatkiem miodu zdecydowanie przypadła mi do gustu już przy pierwszym użyciu. Oczyściłam twarz i nałożyłam tę zieloną papkę na twarz. Spodziewałam się wyglądać jak Fiona i… tak właśnie wyglądałam. Brakowało mi tylko rudego warkocza i przyjaznych pućków na polikach! 😉

Wygodna aplikacja

Sama aplikacja jest przyjazna. Spodziewałam się, że maseczka będzie przypominała glinkę… a tu… miłe zaskoczenie. Jest zdecydowanie mniej skłonna do zasychania. Konsystencja tej maseczki jest zdecydowanie jej sporym plusem. Nie jest ona ani zbyt rzadka, zaliczyłabym ją raczej do gęstszych. Jednak przyjemnie się ją rozprowadza na cerze. Nie zjeżdża i pozostaje w nałożonym miejscu, pomimo, że jest wilgotna i nie przejawia skłonności do całkowitego zasychania.

A może peeling?

Można też stosować ją jako delikatny peeling, bo posiada lekko zdzierające drobinki. Przy zmywaniu maski można się wiec pokusić o łagodny peeling twarzy. Dwa w jednym.

Zapach z natury

Zapach klasycznej wersji jest mocno miętowy. W przypadku tego, miodowo-olejkowego wariantu mamy do czynienia z lekką zmianą zapachu, który z intensywnie odświeżającego i maksymalnie miętowego przeobraża się łagodniejszy, słodszy, choć nadal mięta jest mocno wyczuwalna.

Jak smakuje maseczka do twarzy?

Maseczkę nałożyłam także na okolicę ust. Dzięki temu dowiedziałam się, że jest bardzo słodka. Miód na pierwszym miejscu w składzie robi swoje. Smakuje jak deserek miętowy.

Cera po użyciu maseczki

Jaki efekt uzyskamy po relaksie z Mask of Magnaminty na twarzy? Przede wszystkim lekkie oczyszczenie cery. Jeśli mamy do czynienia z zaczerwienieniami i wypryskami, zostaną one przyjemnie złagodzone. Może nie znikną nam wszelkie problemy trądzikowe na naszej cerze, ale możemy liczyć, że nieco zbledną i odsuną się na dalszy plan. Skóra jest idealnie czysta, odświeżona i taka „miętowa”. Czuć nawilżenie, które za sprawą olejków dało się we znaki. Miód świetnie koi skórę. Ja czułam się jak po wizycie u kosmetyczki.

Zużyj szybko!

Jak wiadomo, kosmetyki Lush należy zużyć jak najszybciej od otwarcia. Moja maseczka co prawda jest ważna do października, jednak tak mi się spodobało jej działanie, że coś czuję, że zużyję ją znacznie szybciej.

Kto maczał palce w mojej maseczce?

Obok daty przydatności produktu mamy też informację, kto jest odpowiedzialny za nasz produkt. W dodatku widzimy też podobiznę tej osoby. Cóż za fajny patent! Po raz pierwszy się z czymś takim spotykam. Wow!

Cena

Maska kosztowała mnie niecałe 10 euro. Pojemność, jaką zakupiłam to 125 ml. Sądzę, że spokojnie wystarczy na kilka użyć, gdyż po pierwszym nałożeniu niemalże w ogóle nie widać, aby coś ubyło. Może kolejnym razem skuszę się na grubszą warstwę tej przyjemności.

Sama natura. Ja chcę jeszcze raz!

Kocham naturalne kosmetyki i bardzo się cieszę, że maska jest w pełni wykonana z naturalnych składników. Chociażby z tego względu chciałabym przetestować więcej produktów, które w swoim asortymencie posiada Lush. Chcę jeszcze nieraz odwiedzić ten magiczny sklep pełen rajskich woni i intensywnych kolorów.

Znacie kosmetyki Lusha?
Czy możecie mi polecić inny świetny produkt tej marki?

Madzia

79 komentarzy

    • Moja skóra wprost ją chłonie. Jest potem nawilżona i wygładzona. Zobaczymy jak długo będą utrzymywały się te rewelacyjne efekty 🙂

  1. Nigdy takich produktów nie miałam, ale przyznam, że bardzo mnie zaciekawiła ta maseczka.
    Fajny pomysł z tą podobizną osoby na opakowaniu 🙂 Uważam, że produkt jest warty wypróbowania 🙂

  2. Podróże kształcą pod każdym względem – człowiek czepie z tego wiele dobrego…. kulturę, zwyczaje, poznaje historię i wiele innych (tak jak wspomniałaś) 😉 Z jedzenia czy kosmetyków też coś ciekawego się trafi, chociaż człowiek chyba jednak więcej czasu spędza na podziwianiu niż chodzeniu po galeriach itp 🙂 Fajnie, że maseczka sprawdziła się na Twojej cerze 😉

    • Nie ma sensu łazić się po galeriach, gdy ma się tak wiele do zwiedzenia… Ale gdy akurat wpadnie się na sklep Lusha… aż szkoda nie skorzystać! 🙂

  3. Do twarzy Ci w takiej maseczce! 😀
    Maska wydaję się być naprawdę świetna! Miód jest super, ale miętowy smak już tak nie do końca, nie lubię ;p
    Rzeczywiście pierwszy raz spotykam się z taką etykietką 🙂 Ciekawy pomysł producentów 😉
    Co do podróży to oprócz poznawania kultury, to również uwielbiam odwiedzać sklepiki i poznawać nowe produkty 😉

  4. Miałam ją wieki temu, ale w wersji klasycznej. Lubiłyśmy się 🙂
    Uwielbiam sklepy Lush. Pachnie bosko! Mogłabym tam zamieszkać 😀

  5. Miałam ją i była/jest dla mnie idealna. Też mam suchą cerę wiec sprawdzała się super! Po 4-5 użyciach było widać pierwsze efekty ☺️

  6. Szczerze powiedziawszy w strefie kosmetycznej jestem zielona. Nie znałam do tej pory marki Lush, a nawet o niej nie słyszałam. Jednak nie ukrywam, że po Twojej recenzji jestem ciekawa produktów tej marki, zwłaszcza, że są naturalne 🙂

  7. Do zakupu maseczek Lush przymierzam się za każdym razem, gdy odwiedzam ich sklep, ale ze względu na krótkie terminy przydatności za każdym razem rezygnuję. Muszę się wreszcie przełamać i wypróbować je na własnej skórze 🙂

  8. Szkoda że ich produkty u nas nie są dostępne stacjonarnie. A nie ukrywam że chciałabym wypróbować i tą maseczkę jak i inne ich produkty 🙂

  9. Fajny pomysł z tą podobizną! O kosmetykach Lush słyszałam wiele dobrego,niestety sama nie miałam okazji wypróbować 🙂
    Pozdrowienia 🙂

  10. Ja mam zawsze wielki problem zdecydować się na coś w tym sklepie bo eksplozja kolorów mnie rozprasza 🙂 Dobrze wiedzieć , że maseczka działa jak trzeba, chetnie ją przetestuję na sobie 🙂

  11. Wygląda rewelacyjnie rozbawiłaś mnie smakiem tej maseczki 😉
    Nie miałam jeszcze nic z Lush, ale jak kiedyś spotkam ten sklep to chętnie go odwiedzę jak tam jest tyle ciekawych kosmetyków 😉
    Fajnie, że jesteś zadowolona z maseczki.

  12. Nigdy nie byłam w Lushu, ale wiele słyszałam o ich produktach. W sumie taką maskę można wykonać samemu w domu, ale sam design bardzo mi się podoba 🙂 No i delikatne, kojące działanie.

  13. Jeszcze nie miałam żadnego kosmetyku tej marki, ale pamiętam, że kiedyś miałam na nie chrapkę, w końcu cena mnie ostudziła. Ale jeszcze je kupię, tyle, że pewnie na allegro poszukam (już widziałam aukcje z tymi kosmetykami).

    • Nie wiem jak to jest z kosmetykami Lusha na Allegro. Trzeba dokładnie sprawdzać, bo mają bardzo krótki termin przydatności, z uwagi na to, że są naturalne 🙂

  14. Lusha znam tylko z sieci. Widzę z opisu, że maseczka by bardzo mi się spodobała – naturalny skład i delikatne oczyszczenie cery – myślę, że regularnie stosowana da świetne efekty 🙂

  15. Nie znam kosmetyków Lush, ale o ich kosmetykach jest bardzo głośno 😉 Ja nie wiem czy oparłabym się pokusie i kupiła tylko jeden produkt 😉 Choć z drugiej strony portfel nie pozwoliłby mi za bardzo zaszaleć 😀 Chętnie bym tę maskę wypróbowała 😉

  16. Miałam zwykłą wersję tej marki, moja była o wiele gęstsza i pewnie miała mocniejsze działanie oczyszczające, niż łagodząco-nawilżające. Mimo tego ją lubiłam i uważam, że jest warta swojej ceny 😀 Do tego ten piękny zapach – mniam 😀

    • Też uważam, że jeśli jakość jest na wysokim poziomie to nawet to 10 euro wydane na maseczkę nie jest bankructwem 😉

    • Z wielką chęcią chciałabym kupować w Polsce tę oliwę. Może w jakiś delikatesach da się ją już dorwać? 😉

  17. Miałam wersję klasyczną Mask of Magnaminty, a nowość kusi mnie jeszcze bardziej, bo uwielbiam kosmetyki z miodem 😀 Dzięki za recenzję, będę na niego polować!

  18. Nie kupuję kosmetyków z miodem, chociaż podobno ma bardzo dobre działanie nawilżające. Nie lubię miodu, więc ich nie kupuję.

  19. Pingback: Haul kosmetyczny Austria - The Body Shop, DM, Müller - megly.pl

Skomentuj