Witam Was Kochani,

dzisiaj przychodzę do Was z recenzją maski od Nacomi, którą niedawno zakupiłam. Z każdym kolejnym produktem firmy Nacomi, który kupuję – coraz bardziej przekonuję się do ich kosmetyków. Ta firma na potencjał, a ich produkty nie dość, że są naturalne to jeszcze pięknie pachną, mają świetne działanie i przyjazne ceny. Ponadto jest to Polska marka, a ja uwielbiam wspierać rodzime biznesy. Dlatego kosmetyki Nacomi kupuję z wielką chęcią.

Chcę stosować naturalne produkty bez zbędnych „ulepszaczy” takich jak parabeny, silikony czy oleje mineralne. Dlatego właśnie uważam, że fajnie zainteresować się firmami, które kładą duży nacisk właśnie na naturę.

Dlatego wybierając maskę do twarzy – nie zastanawiałam się ani chwili – postawiłam na Nacomi. Poza tym muszę przyznać, że dodatkowym atutem, który skłonił mnie do zakupu była promocja. Tego dnia w drogerii Pigment w Krakowie była spora zniżka te te maski od Nacomi i zamiast 17,99 zł zapłaciłam 11,99 zł. Niezwykle atrakcyjna cena.

Jest to maseczka w proszku. Szczerze mówiąc moja pierwsza maseczka w proszku. Nigdy wcześniej nie miałam okazji używać takiego kosmetyku. Jak się dowiedziałam – większość maseczek algowych dostępna jest właśnie w proszku. Jednak używanie takich produktów nie wiąże się wcale z większym wysiłkiem niż w przypadku „gotowych” masek. Wystarczy odpowiednio wymieszać składniki i gotowe.

Do 60 g wody o temperaturze 20 stopni wsypujemy 20 g proszku (ja zważyłam na wadze kuchennej). Proporcje są bardzo ważne. Za pierwszy razem robiłam „na oko” i maseczka wyszła mi ciut za rzadka, a potem długo zasychała…
Mieszamy, aż uzyskamy jednolitą masę, a potem bezpośrednio nakładamy na skórę. Maska zastyga po kilku minutach. Potem wystarczy ją zdjąć (najlepiej zaczynać od szyi).

Rozjaśniająca maska algowa Nacomi Professional Face Mask do cery naczynkowej jest umieszczona w plastikowym opakowaniu z zakrętką. Pod zakrętką ma dodatkowy element zabezpieczający, który uniemożliwia otworzenie jej w sklepie przez niepowołane ręce.

Na opakowaniu znajdują się wszystkie istotne informacje jeśli chodzi o ten produkt – sposób używania, informacja, że maseczka ma wystarczyć nam na dwa użycia (według mnie na 4 spokojnie), składniki oraz opis.

Skład: Diatomaceous Earth, Algin, Clacium Sulfate Hydrate, Tetrasodium Pyrophosphate, Sodium Ascorbate, Maltodextrin, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, Parfum, Ultramarines, CI 12085, Silica – bardzo mnie cieszy, że jest on w pełni naturalny!

Moje zmęczona zimą skóra potrzebowała odżywienia i nawilżenia, a także ochrony przed utratą wilgoci. Ciągle gorące kaloryfery w mieszkaniu dają – i owszem – miłe ciepełko, ale cera niekoniecznie lubi takie warunki i ma tendencję do przesuszania.

Dodatkowym atutem maski jest spowalnianie procesów starzenia się skóry,  rewitalizacja i stymulacja komórek skóry do odnowy. To właśnie zawarte w składzie produktu borówka jest bogata w antyocyjany, a one wzmacniają strukturę kapilarną naczyń krwionośnych. Dla mnie jest to bardzo istotny fakt, gdyż moje naczynka na cerze mają tendencję do pękania, a sama skóra do miejscowych zaczerwienień. Cieszę się zatem, że maska jest pomocą w pielęgnacji cery naczynkowej. Działanie borówki wzmacnia tu naturalna witamina C.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym  nie zwróciła uwagi na nawilżające działanie maski. Nawilżenia poszukuję w niemal każdym produkcie, jakim traktuję swoją cerę i uważam go za podstawowy element pielęgnacji. Ta maska pomaga skórze odzyskać właściwy poziom nawilżenia. To działa! Sprawdziłam! Po „zabiegu” miałam wrażenie jakbym użyła jakiegoś fenomenalnego kremu o piorunującym działaniu – moja skóra była gładka i nie było śladu po przesuszeniu. A dodatkowe ukojenie i brak zaczerwienień czyi podrażnień i delikatnie rozjaśnienie tylko spotęgowały moje zadowolenie z efektu.

Jeśli szukacie czegoś, co działa natychmiast, wzmacnia naczynia krwionośne, dba nawilżenie i rozjaśnienie skóry, a ponadto nie podrażnia i niweluje zaczerwienienia. Here it comes!

Sama aplikacja jest nieskomplikowana i całkiem przyjemna. Proszek z wodą miesza się bezproblemowo i maseczka jest gotowa niemal natychmiast do użycia. Wielkim plusem jest też to, że nie zsuwa się z twarzy. Po nałożeniu szybko zastyga, a my nie musimy siedzieć z nią uziemione w jednym miejscu (choć oczywiście dla miłego relaksu możemy).

Ta maska zdecydowanie przekonała mnie do sypkich produktów algowych. Z pewnością kupię ją jeszcze nieraz. Jeśli mogę nabywać tanie i dobre naturalne kosmetyki, których działanie tak bardzo mi odpowiada – czemu by tego nie robić? 😉

Producent: Nacomi

Nazwa: Professional Face Mask – maska algowa do cery naczynkowej z borówką

Gramatura: 40 g

Cena: 17,99 zł (ja na promocji kupiłam ją za 11,99 zł)

Dostępność: ja dostałam ją stacjonarnie w drogerii Pigment w Krakowie

Znacie produkty Nacomi? Stosowałyście już masek algowych?

Pozdrawiam,

Madzia

69 komentarzy

  1. nie próbowałaś nigdy sypkich masek? oj to ja ci muszę polecić! Kup w drogerii lub na allegro zwykłą glinkę zieloną, ghassoul lub czerwoną (dostępnych jest wiele ale te 3 osobiście lubię najbardziej)- wymieszaj z wodą (sama zauważysz czy odpowiednie proporcje, ja dodaję malutko wody a potem ewentualnie dolewam.
    Gliki mają postać proszku lub pokruszonych płytek (które ładnie nasiąkają wodą i się rozsmarowują). Nakładam dosyć grubą warstwę na przynajmniej 2 minut i co ważne- te glinki nie powinny zasychać na twarzy dlatego buzię trzeba co kilka minut spryskiwać wodą.
    W najnowszej notce dodałam zdjęcie z instastory na którym straszę właśnie taką maską:) Połączyłam zieloną, zółtą i ghassoul glinkę:) a wodę mam w butelce z atomizerem po jakiejść zużytej odżywce.
    Glinki są naturalne bez żadnych dodatków no i cena zachęca bo na allegro już za 7 zł za 100 gram dostaniesz a to starczy spokojnie na 5-6 maseczek:)
    Co do nacomi to nie stosowałam nic ale taka maska fajna sprawa- nigdy nie miałam takiej, którą ściąga się płatami po zastygnięciu- musi wspaniale oczyszczać pory!
    Czytałam już o olejkach z tej firmy, na pewno przyjrzę się tym produktom jak tylko spotkam w jakiejś drogerii!
    Pozdrawiam!:)

    • Właśnie jakoś mi było nie po drodze z sypkimi maseczkami. Teraz muszę się zaopatrzyć, bo naprawdę polubiłam ten efekt. Wiele glinek jednak mnie podrażnia, dlatego opatentowałam nowy sposób na nie – muszę dodać odrobinę olejku (np. arganowego) i wtedy sprawdzają się świetnie 🙂
      A produkty od Nacomi mogę śmiało polecić. U mnie się fajnie sprawdzają 🙂

  2. Mam żurawinową, ale tylko raz ją użyłam, przypomniałas mi o niej wiec chetnie jeszcze raz po nie siegnę 🙂
    W Hebe zawsze sa w takiej cenie z tego co kojarzę 😉

  3. Ja od jakiegoś czasu, do zwykłego kremu z zieloną herbatą dodaję kwas L-askorbinowy. Zaraz po wymieszaniu nakładam na twarz i delikatnie masuję, działa jako piling, gdy się rozpuści i nie ma grudek, zostawiam na twarzy na około 30 min. Zsycha się i ściąga, ale to dobrze, świetnie rozjaśni przebarwienie i odświeża skórę.

  4. Pierwszy raz spotykam się z firmą i takim rodzajem maseczki. Nigdy jeszcze nie stosowałam takiej sproszkowanej maseczki do własnego przygotowania, ale to też fajna opcja. Jej działanie i właściwości, o których piszesz są bardzo zachęcające zwłaszcza po zimie i powietrzu, które bardzo przesuszyło skórę. Jeśli tylko uda się znaleźć stacjonarnie to z pewnością się skuszę, bo cena, nawet bez promocji, nie jest jeszcze taka bolesna dla naszego portfela, a skóra z pewnością się odwdzięczy 😉

    • Czyli nie jestem sama. Do niedawna też nie wiedziałam, że taki rodzaj maseczek istnieje 😉
      Cena jest jak najbardziej ok. Te produkty ponoć są dostępne w Hebe. Sama nie widziałam jeszcze, bo dawno nie byłam w tej drogerii, ale może niebawem się skuszę 🙂

  5. Nie wiedziałam, że Nacomi robi maseczki z alg, może dlatego, że nigdzie nie miałam okazji ją spotkać. Chętnie zainteresuje sie bliżej tym tematem, ponieważ uwielbiam naturalne składy w maskach. Obecnie używam błękitną glinkę z jakiejś rosyjskiej firmy, której nazwy nawet nie pamiętam XD

    • Jeśli lubisz naturalne składy – polecam maseczki Nacomi. Zresztą nie tylko ich maseczki są super. Olejki również mają świetne 🙂

  6. Ja kupuję też z bielendy w cenie 39zł (kosmyk lub jaśmin ) niedaleko pgemntu 🙂 z tym że one są chyba 3 lub 4 razy większe. Uwielbiam maski algowe, mają fenomenalne działanie i o dziwo mój Darek też je lubi chociaż nie przyznaje się że mu je robię 😛

  7. Oo, zazdro że jesteś z Krakowa 😀 nie dość że masz tam pigment to jeszcze otworzyli Wam Jeju! 😀
    Samą markę Nacomi bardzo lubię choć akurat maseczki najczęściej robię sama 🙂

  8. Jeżeli uda mi się ją znaleźć w promocyjnej cenie to na pewno skuszę się na słoiczek. Wydaje się być wręcz rewelacyjną wersją dla mojej naczynkowej, suchej cery! Miałam okazję wypróbować kilka kosmetyków marki Nacomi i każdy z nich zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie.

  9. Jestem już. Chwilkę mnie nie było :/ mam nadzieje na wybaczenie tego braku komentarzy 😉
    A sypkich maseczek jeszcze nie miałam okazji próbować. Jeśli znajdę gdzieś (z pewnością nie w Lublinir xd) w promocji, to kupię

    • Dobrze, że powróciłaś do naszego blogowego świata 🙂
      Ja też do niedawna nie używałam sypkich maseczek, a naprawdę warto 🙂

  10. Ojej, myślałam, że jest bardziej wydajna – pudełeczko na 2-4 użycia? Dobrze, że kupiłaś na promocji! Ale z kolei, taki skład – i brak silikonów – to ogromne zalety! I to uczucie nawilżenia – po zimie i wietrze baaaardzo przydatne. No nie wiem, kusisz, tylko nigdzie ich nie widziałam :< Są w drogeriach typu Hebe?
    Pozdrawiam 🙂

  11. Raz w tygodniu robię maseczkę ze sproszkowanej glinki i widzę, że działa 😉 Tej nie próbowałam i nie zanosi się na to…

  12. Nie znam produktu, nigdy jeszcze nie używałam maseczek w proszku. Muszę kiedyś spróbować. Faktem jest, że gotowe są poręczniejsze 🙂 pozdrawiam.

  13. Wiele ciekawych rzeczy mogę nauczyć się z Twojego bloga! A mianowicie jestem na tyle zacofana, że oprócz glinki zielonej, nie wiedziałam, że istnieją maseczki w proszku! Nigdy nie korzystałam z produktów tej firmy, ale dzięki Tobie na pewno po nie sięgnę 🙂 Buziaki!

  14. Używałam kiedyś sproszkowanych glinek i masek algowych i sprawdziły się u mnie rewelacyjnie!:)
    Zwłaszcza bardzo dobrze wspominam maskę algową do twarzy, jak również ujędrniającą pod oczy z Biocosmetics. Byłam zachwycona poziomem nawilżenia skóry.
    Miłego dnia:).

  15. Pingback: Kosmetyczny projekt denko – lipiec 2017 - megly.pl

Skomentuj