Dzień dobry!

Dzisiaj przychodzę z małą relacją z szybkiego wypadu do Katowic. Już od dawna chciałam się wybrać do tego pięknego, oddalonego nie aż tak bardzo od Krakowa miasta. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie miałam okazji być w Katowicach na dłużej. Jeśli już się tam zatrzymywaliśmy, to na chwilę – przejazdem.

Zajęte weekendy

Dlatego bardzo się ucieszyłam, że w końcu uda się tam wyrwać, choć na chwilę. Przy zaganianym trybie życia, wygospodarowanie chociażby jednego wolnego dnia jest czasem dość problematyczne. Zwłaszcza, jeśli się studiuje zaocznie, a Twoja uczelnia postanawia, że kilka zjazdów pod rząd to jedyne, o czym marzy student.

No to w drogę…

Niemniej jednak udało się wygospodarować wolną niedzielę! Z Krakowa do Katowic jest mniej więcej godzinka drogi – nie aż tak długo. Niemniej jednak rano byłam jeszcze na badaniach krwi – takich kontrolnych – nic poważnego. Jednak odkładałam to w nieskończoność, a jedynym wolnym terminem była właśnie ta niedziela. Niemniej jednak tę sprawę udało się załatwić dość szybko.

Przyjemna podróż

Droga upłynęła ekspresowo. W dodatku dzięki sprytnemu urządzeniu na blutooth mogliśmy słuchać muzyki z telefonu, a nie zdawać się jedynie na radio. Niemniej jednak autostradą tą trasę pokonuje się w mgnieniu oka…

Nikiszowiec

Pierwszym miejscem na mojej mapie „must see” w Katowicach był Nikiszowiec. Jest to część jednej z dzielnic. Osiedle powstało na początku XX wieku. Jego nazwa pochodzi od położonego w jego pobliżu szybu kopalnianego „Nickisch”. Obecnie to górnicze osiedle jest turystyczną atrakcją miasta Katowic. Osiedle to jest uznane nawet za pomnik historii. Trzeba przyznać, że jest magiczne!

Zimny dzień

Gdyby nie potworne zimno, z pewnością chciałabym znacznie więcej czasu poświęcić na podziwianie Nikiszowca. Niemniej jednak spacer pośród tych uliczek w charakterystycznej zabudowie był niezwykły. Naprawdę jest co podziwiać!

Wspaniały wegetariański bar

Następnym elementem trasy miał być obiad w wegetariańskim barze Złoty Osioł. Wiele na temat tego miejsca słyszałam, więc tym chętniej chciałam spróbować jakie pyszności są tam oferowane. Będąc na jeszcze miejscu kilka minut przed otwarciem, byłam bardzo zdziwiona, że już wtedy ustawiła się kolejka! Zresztą, gdy tylko bar został otwarty, momentalnie zrobiło się tłoczno, a wolnych stolików ubywało z minuty na minutę.

Pysznie w Złotym Ośle

Sam wystrój baru jest prześliczny. Indyjskie klimaty! Zaskoczył mnie bardzo duży wybór dań. Koniec końców ja zdecydowałam się na ciecierzycę po marokańsku, mój chłopak zjadł pyszne spaghetti, a curry z batatami jedliśmy wspólnie. Do każdego dnia była możliwość dobory surówek bez ograniczeń. A muszę w tym miejscu zaznaczyć, że były to rewelacyjne surówki. Moje serce skradły ziemniaczki z orzechami oraz marchew z chrzanem. Je­dze­nie było przepysz­ne, zdro­we, aromatyczne, doskonale przyprawione. Sama świadomość, że do jego przygotowania zostały użyte wyłącznie na­tu­ral­ne pro­duk­ty dodatkowo działała na plus tego miejsca. Ceny bardzo przystępne. Chętnie się tam jeszcze kiedyś wybiorę!

Ogromna Silesia

Na koniec pozostało jeszcze odwiedzeniedo Silesi. Nigdy tam nie byłam. Trzeba przyznać, że to centrum handlowe jest ogromne. Niemniej jednak, obecnie nie przepadam za włóczeniem się po tego typu miejscach. Tak dawno nie byłam w żadnej galerii handlowej, że naprawdę zdziwiło mnie, że na każdym kroku są już porozstawiane dekoracje świąteczne. Owszem, robi to świetne wrażenie, ale na mój gust – lepiej byłoby umieścić tego typu ozdoby dopiero w grudniu. Galerię podziwiałam, ale oprócz mydełka do rąk, nie kupiłam w zasadzie nic. Za to znalazł się czas na pyszną herbatkę!

Późnym popołudniem nastąpił powrót do domu. Pobyt w Katowicach uznaję za bardzo udany!

Byliście kiedyś w Katowicach?
Jak spędzacie weekendy?

Madzia

51 komentarzy

  1. Oj byłam w Katowicach przejazdem właściwie jak jechałam do Bytomia a potem z Bytomia do Rybnika bo przez Katowice wszystko jakoś tak połączone. Cały pobyt na śląsku i ludzi bardzo mile wspominam i mam kontakt:)
    ziemniaczki z orzechami – to połączenie mnie zaskoczyło, surówki uwielbiam:))

  2. O, byłaś w moich rejonach! Polecam Ci jeszcze wizytę w nowym Muzeum Śląskim – robi wrażenie! No i koncert w NOSPR… naprawdę akustyka jest boska! A na Nikisz wybierz się na Barbórkę…i na jarmark św. Anny – wtedy robi się tam naprawdę kolorowo!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    • Do Narodowej Orkiestry Symfonicznej z chęcią bym się wybrała 🙂
      Ach, wiele jeszcze do zwiedzania przede mną! Innym razem chętnie skorzystam z Twoich poleceń 🙂

  3. Ja też często jestem przejazdem w niektórych miejscach. Ale doświadczyłam niejednokrotnie, że jednak warto zatrzymać się na dłużej. Wydaje mi się, że na takie wypady do miejsc niezbyt daleko oddalonych od naszych domów wystarczy jeden dzień. Takie jednodniowe wycieczki zmieniają nasze nastawienie do otaczającego nas świata. Pozwalają zmniejszyć tempo życia i trochę się zresetować.
    Fajna relacja Madziu z Katowic i świetne zdjęcia.
    Miłego dnia 🙂

    • Doskonale to ujęłaś, Krysiu!
      Właśnie tak – takie wycieczki zmieniają nasze postrzeganie niektórych miejsc…
      To wspaniale móc poznawać i odkrywać świat 🙂
      Ten bliski i daleki.
      Pozdrawiam 🙂

  4. Tak po sąsiedzku byłaś i ja nic nie wiem? Dla mie Silesia jest stanowczo za duża już wolę Galerię Katowicką , a najbardziej zakupy przez internet . Na moje odludzie wszystko dojdzie bez biegania i męczenia się. A Nikiszowiec to mój drugi dom bo mieszka tam siostrzenica z rodziną. Właśnie przed chwilą dostaliśmy zaproszenie na ślub do nikoszowieckiego kościoła

  5. Jestem ze Śląska więc Katowice znam i chętnie tam jeżdżę. Cieszę się, że Tobie się podobało.
    Serdecznie pozdrawiam. :*

  6. Nie mam daleko do Katowic, ale nigdy nie byłam tam na takiej typowej wycieczce. Chętnie bliżej poznam to miasto. Oczywiście mam w planie wizytę w Złotym Ośle 🙂

  7. Pięknie wyglądasz Madziu i śliczne zdjęcia. Bar- mniam, mniam… a w Katowicach byłam całe wieki temu. Potem owszem, przejeżdżałam tylko.

  8. W Katowicach byłam wiele razy, a jeszcze więcej razy przejeżdżałam przez to miasto, chociaż na jakieś zwiedzenia się tam nigdy nie wybrałam, ale pewnie kiedyś się to zmieni 😉
    A4 jeździ się szybko jak nie ma korków i remontów. Mnie to do szału doprowadza, ze za bramki trzeba zapłacić normalnie, a takie utrudnienia są i to się ciągnie i ciągnie…
    Galeria jest ogromna, dla mnie za duża.
    Nie cierpię tych świątecznych atmosfer już w listopadzie. Później w grudniu jest już przesyt i święta wcale nie cieszą.

  9. Nigdy nie byłam w Katowicach, ale możliwe, że kiedyś się tam pojawię 🙂 Restauracja „Dziki osioł” trafi na moją listę „Do odwiedzenia”, bo dania wyglądają super 🙂

  10. Świetna wycieczka i bardzo zazdroszczę. 😉 Południe Polski odwiedzam rzadko i od dawna obiecuję sobie, że coś się w tej sprawie zmieni, ale idzie to baaaardzo powoli. Nie mniej, to co opisałaś brzmi bardzo ciekawie – zarówno Nikiszowiec jak boski wegański bar. Czuję si ę ogromnie zmotywowana!

  11. Mama z różową torebką Odpowiedz

    Nie miałam jeszcze okazji tam dotrzeć, ale od Gdyni to bardzo daleko 😛

  12. Byłam w Katowicach podczas odwiedzin u rodziny. Mam sentyment do tego miasta, choć całego go nie widziałam. Żałuję, ale może jeszcze będę miała okazję. Mam tam daleko. Ale mam też ładne wspomnienia. Byłam też w Silesii, piliśmy w Mont Blanc białą czekoladę, pochodziliśmy trochę, ale no mnie centra handlowe nigdzie nie zachwycają, bo nie lubię takich miejsc. Nawet do Rossmana chodzę dalej, bo mam go bliżej w galerii, ale wolę do takiego normalnego.

Skomentuj