Dzień dobry,

pewnie nawet nie poruszyłabym tematu nowego Twin Peaks na blogu, gdyby nie fakt, że kiedyś Wam go polecałam. Czuję się więc zobligowana, aby po obejrzeniu całego sezonu co nieco o nim napisać. Tym bardziej, że moje odczucia teraz znacznie różnią się od tych początkowych.

Czym było dla mnie „Miasteczko Twin Peaks”?

Przedwczoraj obejrzałam dwa ostatnie odcinki Twin Peaks. Serialu, w którym zakochałam się lata temu, który oczarował mnie swoją magią, niezwykłą tajemniczością, wyrazistymi postaciami, magicznym klimatem, wszechobecną zagadkowością. Po raz pierwszy miałam okazję doznać zachwytu i podczas oglądania tak popularnego formatu jakim jest serial, mieć wrażenie, że obcuje się ze sztuką. Dlatego „Miasteczko Twin Peaks” sprzed lat wywarło na mnie ogromne wrażenie i pozostało w mojej głowie i sercu aż do teraz.

Nie mogłam się doczekać

Dlatego na wieść o tym, że genialny David Lynch planuje po latach nakręcić nowe odcinki kultowego Twin Peaksa sprawiły, że po prostu oniemiałam z zachwytu. Czyżby dane mi było przeżyć to jeszcze raz? Czyżbym znów mogła powrócić do tego tajemniczego, psychodelicznego miejsca zwanego Twin Peaks? Moje oczekiwania były spore, choć głęboko wierzyłam, że Lynch powróci do dawnych bohaterów, miejsc i wydarzeń z charakterystyczną dla jego twórczości magią.

Kiedy rozwinie się akcja?

Gdy zaczęłam oglądać pierwsze odcinki nowego Twin Peaks, pozornie się zachwyciłam. W końcu sam fakt ujrzenia tych samych aktorów po ponad 20 latach (swoją drogą – w świetnej formie) był dla mnie ciekawym doznaniem. Cały czas, z odcinka na odcinek oczekiwałam, że akcja się rozwinie. Liczyłam na większą ilość dawnych bohaterów, znaną nam magię tego miasteczka. Czekałam, czekałam… i owszem… były momenty, gdzie na chwilę była nam ona przybliżana, po to jednak by znów za moment rozpuścić się w dziwności przydługawych scen, nowych bohaterach, scenach „zza światów”… Czy na to liczyłam?

Ktoś tu popłynął…

Owszem, wiedziałam, że Lynch lubi zaskakiwać, ale nie sądziłam, że do tego stopnia „popłynie” na fali swoich pomysłów, które bardzo odbiegały od tego, co zostało nam zaprezentowane ponad 20 lat temu i co z taką ochotą oglądaliśmy, wspominaliśmy…

Czego brakuje mi w Twin Peaks?

Historii. Ludzkich historii. To właśnie one wiązały szalony świat absurdu Lyncha z rzeczywistością. Tylko taka mieszanka dawała pełnię magii i wciągała. W końcu te ludzkie historie były nam bliskie. Czasem prawdziwe dramaty, które rozgrywały się na naszych oczach sprawiały, że coraz bardziej i bardziej wciągaliśmy się w fabułę serialu, oczekiwaliśmy kolejnych zwrotów akcji, byliśmy karmieni strachem i chcieliśmy się bać. Wtedy – umiejętnie wplatana – doza absurdu, nieziemskości, iluzji dopełniała całości i sprawiała, że mogliśmy się zachwycać… bo było czym.

nadgryzione wątki i brak zżycia z bohaterami

Troszkę razi mnie także liczba ponapoczynanych wątków do których się już nie powraca. Czujemy, że zło wisi wręcz w powietrzu i dotyka coraz to nowych bohaterów, ale nie mamy czasu, aby się z nimi zżyć. Okrutny Richard Horne, który przeplata się dość często i jego tajemnicze powiązania z siłami nieczystymi, piękna córka Shelly Johnson związana z narkomanem – ich wątki są tylko rzucone w powietrze i aż prosiłoby się, aby zostały sensownie umieszczone w całości. Choć czy oczekiwanie sensu i spójności to nie zbyt wiele jeśli chodzi o Lyncha?

niby Są, ale ciągle ich za mało…

Bardzo mnie cieczy z kolei, że w serialu widzimy znów Audrey Horne, Normę Jennings, Benjamina Horne’a czy Bobby’ego Briggsa (że o samym agencie Cooperze nie wspomnę). Są jednak na tyle zepchnięci do ról epizodycznych, że ma się wrażenie, że stanowią jedynie dekorację. Niemniej jednak miło było ich zobaczyć znowu. Szkoda, że poczuło się tego klimatu miasteczka, które kiedyś stanowili.

Dougie i spółka czyli nutka humoru

Za to trzeba przyznać, że cały pomysł z postacią Dougie’ego Jonesa jest zabawny, stanowi fajną odskocznię do świata kompletnego mroku i niezrozumienia (które niemalże w całości zawładnęło serialem). Nieporadny Dougie (a w jego roli dawny Cooper – znakomity Kyle MacLachan) to po prostu majstersztyk. Podobnie jak jego urocza blond-żona, szef, dwaj policjanci czy bracia Mitchumowie w asyście swoich głupiutkich Marilyn Monroe… Dla takich momentów warto było oglądać Twin Peaks, ale…

Związana ze starymi bohaterami i duchem miasteczka

…brakuje mi ducha miasteczka. Moim zdaniem za mało Twin Peaks w Twin Peaks. Jest ono pokazane jedynie epizodycznie. Brakuje tego, do czego byliśmy przyzwyczajeni. Brakuje charakterystycznych postaci, klarownie łączących się wątków. Za to lwia część serialu poświęcona jest wątkowi Gordona Cole’a (w tej roli sam Lynch). Nie mamy z nim – jako odbiorcy – więzi sprzed lat. Nuta humoru, którą nam daje nie jest w stanie zrekompensować dawnych bohaterów, których tak bardzo pragnęliśmy spotkać na dłużej, a nie udało się… Owszem, przemycona jest tu odrobina stylu dawnego Lyncha, jednak poziom absurdu i niezrozumienia wykracza poza oczekiwane ramy.

Mogłoby porwać bardziej

Niemniej jednak znów przeniosłam się i poczułam tę tajemnicę, dozę magii, absurdu. Szkoda tylko, że brakuje tu złotego środka pomiędzy wspomnianym właśnie absurdem, a realnymi zdarzeniami, których jest za mało. Ja wiem, że Lynch to człowiek-pasjonat, reżyser z wizją… tyle tylko, że tej niezrozumiałej wizji jest tu naprawdę sporo. Mam czasem wrażenie, że łatwo się nam w niej zatracić. Brak tu wiru zdarzeń, który nas porywa i wciąga w sam środek akcji. Za to od groma dziwności, ciągnących się w nieskończoność scen, pourywanych wątków i niejasnych ogólników. Za mało tu samego miasteczka, ale w końcu i nazwa serialu została go pozbawiona, więc może tu jest klucz?

Czekając na puentę…

Rozczarowuje też zakończenie. Siedziałam cała napięta do ostatnich minut ostatniego odcinka, a gdy się już skończył poczułam jakby ktoś dał mi w łeb z całej siły. Z mojego napięcia nic nie zostało. Serial skończył się tak, jakby w planie miał być przynajmniej jeden, decydujący odcinek… a nie ma nic. Pozostałam w takim zawieszeniu, z niedosytem i bez puenty.

…i tak nie żałuję!

Nie uważam jednak obejrzenia 18 odcinków nowego Twin Peaks za czas stracony, bo po prostu lubię Lyncha. Nawet, gdyby zaserwowałby czystą abstrakcję, obserwowałabym to z ciekawością i niekłamanym zaciekawieniem. Tym bardziej, jeśli główną rolę grałby Kyle MacLachan. Przytłoczył mnie tu jednak poziom zagmatwania, przydługich scen i braku wartkiej akcji. Zwyczajnie brakowało mi starego, dobrego Twin Peaks i ducha tego miasta. Choć było tam mnóstwo niejasności, niedomówień i tajemnicy, kochało się to miasteczko za wszechobecną nostalgię, przyjemnie dozowany absurd, humor i przede wszystkim – niesamowitych bohaterów i ich historie. Zwłaszcza tego ostatniego zabrakło mi w Twin Peaks.

Post nie jest sponsorowany. Zdjęcia: Filmweb.

Oglądaliście ten serial kiedyś?
Co sądzicie o twórczości Davida Lyncha?

Madzia

54 komentarze

  1. Lubiłam ten serial, szczególnie pierwszy sezon, rzeczywiście był magiczny 🙂 teraz niestety nie dotrwałam do końca, po kilku odcinkach nie wciągnęłam się w treść, zabrakło tej dawnej atmosfery, może przy drugim podejściu się uda 🙂

  2. Nie oglądałam tego serialu, więc nic nie mogę powiedzieć. Dla mnie zwykle to, co jest odświeżone nie umywa się do wcześniejszej wersji i jest po prostu czymś innym.
    Dobrego dnia za to życzę. 😉

  3. Nie oglądałam nigdy tego serialu. Ale często mam takie wrażenie jak oglądam jakiś serial, że zostaję z pustką, jakby nie wszystko zostało zakończone. Z drugiej strony ciągnięcie serialu w nieskończoność też nie zawsze wychodzi na dobre.

  4. Serialu nie znam nawet nie przypominam sobie abym o nim czytała, może nie utknął mi w pamięci. Ogólnie to nie mam niestety czasu na seriale 😉 zresztą kiedyś pisałam o tym 🙂

  5. Łażę tak dzisiaj po tych blogach i już chyba trzeci wpis o tym serialu widzę 🙂 chyba naprawdę warto o obejrzeć 🙂

  6. Oglądałam ten serial gdy byłam nastolatką i wprost go uwielbiałam. Nie miałam pojecia że kontynuacja była wyprodukowana. Ogólnie producenci filmowi chwytają się starych pomysłów aby zarobić dużo kasy , jednakże to pierwowzory są tylko majstersztykiem . Ale i tak zamierzam obejrzeć nowy Twin Peaks 😉

  7. Jeszcze nie widziałam ani jednego odcinka „Miasteczka Twin Peaks”, choć jestem coraz bliżej jego obejrzenia :)- najpierw skończę rozpoczęte seriale, później ruszam z Twin Peaks 🙂

  8. serialu niestety zupełnie nie kojarzę wobec czego trudno jest mi się wypowiedzieć zarówno na temat wcześniejszej, jak i nowej serii 😉
    szkoda, że nieco się rozczarowałaś, ale dobrze, że ostatecznie nie uznajesz tego za zmarnowany czas 🙂

  9. Słyszałam o nim, ale nie oglądałam – nie widziałam ani jednego odcinka i w tej chwili jakoś mnie do niego nie ciągnie. Nie wiem, czy kiedyś to sie zmieni, ale miło było przeczytać Twój post 🙂

    PS Pamiętam o co mam spytać siostrę, tylko siostra nie ma czasu na pogaduszki 😉

    • Co do Twin Peaks – wiele osób wprost za nim przepada, ale też znam sporo znajomych, którzy wręcz go nie tolerują 🙂

      Jasne, nie pali się 🙂

  10. Kiedyś oglądałam nałogowo, teraz jakoś tak mniej. Ale może spojrzę na te nowe odcinki, może mnie zainteresują. Tylko kochana kiedy ja znajdę na to czas 🙂 buziolki

  11. Kiedyś uwielbiałam ten film, mnie również zachwycił klimat, tajemnicza aura i niepowtarzalna otoczka tego miasteczka. Nowych odcinków nie oglądałam, nawet nie wiedziałam że są… ale jestem teraz mało telewizyjna.

  12. Widziałam serial i bardzo mi się podobał, ale było to bardzo dawno temu. Nie wiem, czy teraz po latach nadal by mi sie podobał 🙂

  13. Jej, ja żyję w jakiejś szklanej bańce… nie wiem kompletnie, co się w świecie dzieje ;)…. nowe Twin Peaks… kto by pomyślał ;).

    Rzetelna recenzja, Madziu!!! Puki co, zrobiłaś mi smaka na przypomnienie sobie starego Twin Peaks… jak się zagalopuję, to może i nowe obejrzę :)!!!

  14. Nie oglądałam, ale nie wiem czy by mnie zainteresował.
    Szkoda, że nie był taki jak ten pierwszy sezon i że brakowało Ci niektórych rzeczy, a zakończenie nie powaliło. Kto wie. Może szykują coś jeszcze?
    Póki co nie ma co się nad tym głowić 🙂

  15. Oh to mój ulubiony serial!
    Oglądałam go kilkukrotnie.
    Ciekawa jestem jak odbiorę go teraz w dalszej wersji.
    Pamiętam muzykę 🙂 – miałam dwie kasety ze ścieżką dźwiękowa.

Skomentuj