Dzień dobry,

nazywam się Magdalena, mam 23 lata i kocham swoje ciało. Obecnie mogę to zdanie powiedzieć bez zająknięcia i będę wiedziała, że mówię prawdę. Nie zawsze jednak tak było. Będąc nastolatką, dałam się wplątać w poczucie, że o naszej wartości może stanowić to, jak jesteśmy postrzegani, jak wyglądamy. Na początku liceum z pewnością nie mogłam powiedzieć, że kocham swoje ciało. Ważyłam sporo ponad 70 kg i przy moim wzroście 178 cm nie stanowiło to żadnego problemu. Problem jednak tkwił w mojej głowie. Nie chciałam być „duża” i miałam wrażenie, że jak już schudnę to będę najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Gdybym tylko wiedziała, że będzie zupełnie na odwrót…

W pogoni za upragnioną wagą…

Schudłam. W drugiej liceum. Niemalże 20 kg. Po wakacjach nikt mnie nie poznał. Byłam szczupła jak nigdy. Wszyscy patrzyli na mnie z uznaniem, a ja radośnie kupowałam te bluzeczki w rozmiarze „xs”. Ważyłam 55 kg, byłam słaba i wyglądałam anemicznie, ale przecież byłam szczupła. Bliżej świąt Bożego Narodzenia przytyłam, a potem znów schudłam. Właściwie do pierwszego roku studiów moja waga była jak sinusoida. Albo jadłam wszystko, na co miałam ochotę w zdwojonych porcjach, albo byłam na diecie i jogurty owocowe zagryzałam plasterkami jabłka. Wpędziłam się w niezdrową relację z jedzeniem.

Ciągle jakieś „ale”…

Doszło do tego, że moje ciało w moim umyśle ciągle było „zbyt” lub „niezbyt”. Ciągle miałam do niego „ale”… Dopiero na I roku studiów osiągnęłam wagę przybliżoną do tej, którą mam obecnie i zaczęłam przestawać przejmować się tym, ile ważę. Jednak nie przyszło mi to ot tak. Wiele pracowałam nad sobą. Wiele książek na ten temat przeczytałam. Właściwie doktoryzując się w dietetyce, tematyce związanej z zaburzeniami odżywienia i dietami odnalazłam w jakieś mierze swoją pasję.

Nauczyłam się jak pokochać siebie

Teraz mam stabilną wagę. Wreszcie lubię swoje ciało, choć mam świadomość tego, że mam boczki i odrobinę celulitu. Lubię też jeść, nie żyję ciągle na jogurtach. Baa! W ogóle ich nie jem. Moja dieta wreszcie jest w pełni zdrowa, a ja nie czuję się wiecznie zmęczona, głodna i słaba. Nie sięgam po fast foody (które kiedyś jadłam namiętnie, gdy akurat odpuszczałam dietę). Nie mam cheat day-ów (bo jeśli jem zdrowo i nie decyduję się na przetworzone produkty, właściwie niczego nie muszę unikać). Jestem zadowolona z tego, jak dziś wygląda moja dieta. Jednak dopiero w tym roku nauczyłam się najwięcej. Nauczyłam się bowiem jak zaakceptować i pokochać samą siebie, swoje ciało. A nawet, jak zaakceptować to, że kiedyś się nie lubiłam.

Jestem wdzięczna za to, co mam. Jestem wolna.

Mam dwie ręce, dwie nogi, blond włosy, radosny uśmiech i mogę codziennie na nowo odkrywać świat, stawiać sobie wyzwania, realizować cele, spełniać marzenia, dbać o swoje pasje… To tak bardzo wiele… Czego więc, do cholery, mi brakowało? Jeszcze bardziej wciętej talii? Jeszcze mniejszej ilości tkanki tłuszczowej? Dziś takie tematy dla mnie nie istnieją. Jestem wolna. Nie liczę kalorii, nie katuję się obsesyjnie na siłowni, nie mam potrzeby porównywać się do nikogo. A jak tak patrzę na zdjęcie ze swojego półmetka, gdy ważyłam 55 kg, widzę kogoś zupełnie innego.

Dbam o siebie, a nie dążę do idealnego wyglądu

Miłości do siebie można się nauczyć. Warto się nauczyć! A jeśli ktokolwiek ocenia siebie, mnie czy innych ludzi jedynie na podstawie wyglądu, tego co jest na zewnątrz – to ma problem. Zatem jeśli ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości czy zdrowy styl życia jest dla niego – warto zapytać siebie czy czujemy do siebie miłość. Do siebie i do swojego ciała. Czy chcemy, aby dobrze funkcjonowało? Motywacja ta powinna płynąć z wewnątrz.

A Ty, czy potrafisz powiedzieć bez zająknięcia „kocham swoje ciało?
Jakie są Twoje sposoby na to, aby o nie dbać?

Madzia

33 komentarze

  1. Ja nigdy nie miałam problemów z wagą, aż do….po czterdziestce. Wtedy waga poszybowała dobrych kilka kg w górę, a przy moim wzroście to widać. Ale mam prosty sposób na sylwetkę, jem posiłki co 3 godziny, bez podjadania, dzięki tej metodzie moja waga jest taka jak chcę :)Pozdrawiam Madzia 🙂

  2. Bardzo mądrze napisane 🙂 Trzeba kochać się takim jakim jest ale oczywiście dbając o siebie 🙂 Bo zdrowie jest najważniejsze a nie to jaki rozmiar nosimy 🙂

  3. Masz rację… można pokochać siebie, swoje ciało, to jakim się jest ale najpierw trzeba wszystko poukładać sobie w głowie. Uświadomić, że każdy jest inny – dwie różne osoby nawet o tym samym wzroście będą i mogą wyglądać inaczej, bo ma na to wypływ wiele czynników (masa mięsni, waga kości, geny…). Nie można porównywać się do innych bo każdy człowiek jest indywidualną ale wyjątkową i piękną jednostką. Każdy człowiek jest wyjątkowy, niezwykły takim jakim jest i ta różnorodność jest piękna. Jednak ludzie czasem nieświadomie porównują się z innymi, chcą być jak pokazywane w telewizji gwiazdy, sportowcy, Ewa Chodakowska, Lewandowska…. czasem robią coś wbrew sobie, ponad swoje siły i na siłe a to prowadzi do zguby… trzeba pomyśleć o sobie, popatrzeć na siebie mniej krytycznym okiem, zacząć siebie doceniać, tak jak piszesz nauczyć kochać siebie, jednak to nie jest takie proste. Wymaga to czasu jednak nie jest niemożliwe 😉

    Madziu przeszłaś długą i trudną drogę aby znaleźć się na tym etapie na którym obecnie jesteś. Cieszę się z Twojego sukcesu i wierzę a takze życzę Tobie abyś nigdy nie cofnęła się do tego najgorszego momentu w swoim życiu. Jesteś rozsądna i wiem, ze sobie poradzisz… dobrze, że przypominasz o takich sprawach 🙂

  4. Bardzo mądre słowa, super że doszłaś do takich przrmyśleń 🙂
    Ja ze swojego ciała nie jestem w 100% zadowolona, ale nie jest źle, nie mogę narzekać, a są ważniejsze rzeczy na świecie 🙂

  5. i takie podejście mi się podoba;D
    ja cieszę się że u córek nie było tego problemu- przy niedoczynności tarczycy mają problem z przybraniem wagi i mogą się opychać wszystkim do woli:)

  6. No ja niestety jeszcze nie jestem w stanie powiedzieć, że kocham swoje ciało, ale je lubię i jestem na dobrej drodze żeby w końcu podobać się sobie. Też już przestałam zwracać uwagę na wagę, od kiedy zaczęłam dużo ćwiczyć waga podskoczyła bardzo, a rozmiar się zmniejszył:) Gratuluję Kochana takiego osiągnięcia i takiego podejścia! Będę brała z Ciebie przykład!
    Pozdrawiam!

  7. Ja w sumie nie mogę narzekać, bo trzymam się nieźle;). Ale też lubię jeść, więc się jakoś nie ograniczam – jedynie słodycze powinnam ograniczyć mocno, ale wciąż nie umiem. Choć trochę muszę zjeść;). Na szczęście nie widać tego po mnie;).
    Samoakceptacja jest bardzo ważna. Znam dziewczyny, które wcale nie są szczupłe, ale widać, że świetnie czują się w swoim ciele i dzięki temu są o wiele bardziej atrkacyjne, bo same się tak czują i otoczenie je tak odbiera. Więc myślę, ze najważniejsze to czuć się dobrze ze sobą:)

  8. Ha, podobno kobieta ma tyle lat, na ile wygląda, a mężczyzna, na ile się czuje. Ty akurat nie masz się czym martwić 😉

  9. No cóż ja nigdy nie miałam problemów z wagą zawsze byłam chuda. Ale czy Kocham swoje ciało nie wiem zawsze jest jakieś ale

  10. To Ty wysoka jesteś! A na zdjęciach tego nie widać. ;D
    Ja tam nie lubię swojego brzucha i swojej cery, z którą ciągle muszę walczyć, także nie powiem, że całkowicie kocham swoje ciało.

  11. Mogę powiedzieć, że kocham swoje ciało, choć parę kg chciałabym mieć mniej, ale wiem, że kto kwestia bardziej świadomych wyborów jeśli chodzi o jedzenie i kilku zmian w trybie życia 🙂

  12. Otóż to, warto dobrze się uzbroić w cierpliwość i zająć się własną budową ciała. Ja mam szerokie biodra – dużo ludzi będzie myśleć że jestem gruba, a ja po prostu mam figurę gruszki.

  13. Przyznam się że dopiero od niedawna zaczęłam wprowadzać naprawdę zdrową dietę a zmotywowała mnie do tego córka. Masz rację, problem ciągłego odchudzania siedzi w głowie, często nienawidzimy własnego ciała w podążaniu za szczupłą figurą…

  14. Moim zdaniem rozmiar nie ma żadnego znaczenia. Można mieć 80 kg i kochać siebie, akceptować swoje ciało, a ważyć 45 kilogramów i uważać, że to za dużo. Najważniejsze by lubić siebie i nie walczyć z samym sobą, odmawiać sobie wszystkiego, stracić radość życia,a jedzenie traktować jako przykry obowiązek.

  15. Chyba wiele nastolatek ma takie skrzywione podejście do własnego ciała, ja też miałam, dlatego tak bardzo mnie drażni windowanie standardów szczupłości i ocenianie kobiet pod tym kątem.
    Cieszę się, że nie miałam nigdy na tyle silnej woli, żeby się katować jakimiś drastycznymi dietami, bo będąc nastolatką nie przeszkadzało mi, że byłam szczupła, zawsze można było być szczuplejszą (a „kościotrup” to najlepszy komplement!).

  16. Ja wciąż jestem na etapie ogarniania swojej diety. Robiłam już tysiące eksperymentów i wiele zdrowych propozycji powoduje u mnie mdłości np. owsianka albo różnego rodzaju kasze. Dopiero kiedy wkręciłam się w sport zaczęłam myśleć o jedzeniu w inny sposób, poszłam na szkolenie z dietetyki sportowej i dało mi to bardzo wiele wartościowej wiedzy. Teraz już wiem co jeść, jak nie popadać w przesadę i cieszyć się jedzeniem. Jak wspomniałam jeszcze trochę mi brakuje do płynności w tym temacie, często zapominam o ostatnim posiłku i wieczorami bywam wściekle głodna, zasypiam więc głodna, bo nie znoszę uczucia ciężkiego żołądka w nocy. Ale małymi krokami do celu 😉
    Gratuluję, że Tobie udało się wypracować tak wartościowe podejście 🙂

  17. Kocham swoje ciało, jednak 5 kilo tłuszczu musi z niego zniknąć, bez dwóch zdań :-/ Jak zauważyłaś, wygląd = zdrowie, a za dużo to tez niezdrowo, np. dla stóp, które też dźwigają za dużo.

  18. wszystko jest w naszej głowie, nie trzeba być idealnym by siebie kochać, mnie dużo dało zrzucenie moich kilku nadprogramowych kg, moje ciało nadal nie jest idealne i jeszcze chyba ciut brakuje bym je pokochala, ale po mału z tym działam, nie mam płaskiego brzucha, ale walczę by wyglądać lepiej robiąc coś dla siebie i lepiej jedząc, co widzę po poprawie kondycji, odporności i więcej energii 🙂

  19. Teraz z całą świadomością mogę powiedzieć – tak kocham swoje ciało 🙂 dawno temu tak nie było, katowałam się ćwiczeniami, dietami, ciągle czegoś chciałam i wiesz co to była głupota, takie błędne koło. Jestem zadowolona z życia, uśmiechnięta i szczęśliwa. Mam kochającą rodzinę i jest mi naprawdę dobrze, no i kocham jeść. I cóż z tego, że mam fałdki na brzuchu i celulit na udach 🙂 komu to przeszkadza ? bo na pewno nie mi 🙂 i tu mój apel do wszystkich dziewczyn – pokochajcie siebie takie jakie jesteście 🙂

  20. Jakbym czytała o sobie..! Miałam ten sam problem w LO, schudłam bardzo dużo,spodnie rozmiar 38.. Teraz jest dobrze, jem co chcę ale z umiarem, ruch mam więc i waga się trzyma..:)

  21. I super, jesteś wysoką piękną kobietą. Cieszę się, że napisałaś o swojej drodze, mam nadzieję, że przeczyta to wiele kobiet mających problem z akceptacją siebie

  22. Ja miałam wahające się zaburzenia jeśli chodzi o jedzenie, raz miałam taką sytuacje, że ważyłam 49 kg. Długa historia, ale teraz też się cieszę, że jestem wolna 😉

Skomentuj