Dzień dobry!

Zewsząd ostatnimi czasy docierają do nas głosy jaki to samorozwój i samodoskonalenie jest ważne. Trzeba się motywować, trzeba jeszcze lepiej gospodarować swoim czasem, trzeba zapisać się na kursy online (najlepiej kilka naraz). Trzeba! No właśnie… ale czy aby na pewno trzeba?

Działaj, Leniu!

Chcąc nie chcąc, ulegamy presji trendów obecnych w social media. Przecież mają ona nam służyć i dzięki nim ma poprawić się nasz komfort życia. Wszystko na wyciągnięcie ręki, wszystko takie proste. Grzech nie spróbować. Czemu by się nie skusić? Weź, spróbuj, wejdź w to. A jeśli nie? A jeśli nie to w domyśle jesteś leniem bez ambicji. Jesteś gorszy. Nie chcesz zrobić nic dla siebie.

Coaching wszechobecnie panujący

Obecnie panuje moda na motywowanie się, coaching atakujący nas z każdej strony. W złym guście jest z tego nie korzystać, skoro przecież powstaje to po to, aby żyło nam się lepiej, abyśmy mogli być szczęśliwsi, szybciej osiągać swoje cele, uczyć się, kształcić i spełniać marzenia. Ale czy aby na pewno? …i czy rzeczywiście są to NASZE marzenia?

Coach coachem pogania

Zaznaczam w tym miejscu, że nie mam nic do coachingu. Jeśli coś komuś może pomóc, to nic mi do tego. Jednak jestem uczulona na słowo „coaching” pod którym kryje się pomoc przez wątpliwej klasy „specjalistów”, którzy wyrastają jak grzyby po deszczu. Jest ich coraz więcej i oferują swoje usługi nie tylko dotyczące samorozwoju, ale także innych dziedzin życia. „Pomoc w depresji” – proszę bardzo… Tylko jak osoba nie mająca wykształcenia psychologicznego może oferować takie usługi? Czy nie zrobi tym osobie zmagającej się z poważnym problemem natury psychicznej większej szkody?

Wartościowy specjalista?

Jasne, że nie wykształcenie decyduje o tym, czy dana osoba potrafi nieść pomoc, nadaje się do udzielania porad psychologicznych. Jednak jeśli chcemy zaufać danej osobie i powierzyć jej nasze zdrowie… może lepiej wybrać kogoś odpowiedniego, z dobrą renomą, a nie pierwszego lepszego coacha.

Jak grzyby po deszczu

Niby dlaczego coaching stał się tak popularny? Jest to dla wielu osób po prostu szybki i łatwy sposób na zarobienie pieniędzy. W dodatku nie potrzeba do tego studiów wyższych, wystarczy ukończyć kurs. Od groma teraz blogów motywacyjnych, poradników coachingowych w wersji online, sesji z coachem, które mogą rozwiązać wszystkie Twoje problemy. Zanim jednak powierzymy komuś swoje zaufanie, warto sprawdzić daną osobę, a nie wierzyć jej w ciemno. Nie każda treść jest wartościowa, nie każdy człowiek nazywanym „trenerem rozwoju osobistego” faktycznie z tym rozwojem ma coś wspólnego.

Nie tylko altruizm

Poza tym… czy nie zastanawia Was fakt dlaczego w ostatnim czasie jest taki boom na samodoskonalenie, motywację, treningi, kursy online. Czujemy piętno, które nakazuje nam dać się porwać tej modzie. Niezależnie od tego czy jest nam to potrzebne. Ale jak to niepotrzebne? Rozwój nie jest nam potrzebny? A może piękne, jędrne ciało, które jest na wyciągnięcie naszej ręki? Wystarczy zaufać odpowiedniej osobie, zapłacić i… spełnią się nasze marzenia… a właściwie marzenia sztucznie wykreowane przez social media, specjalistów od coachingu. Za tym wszystkim nie kryje się wyłącznie chęć lepszego świata, doskonalenia ludzi, ale też pieniądze.

Bądź jak wszyscy

Czy z wypracowaną na siłowni pupą i kolejnym dyplomem zaświadczającym o ukończeniu kursu online będziemy bardziej wartościowi? Czy faktycznie to były nasze dążenia? A może nabawiliśmy się kompleksów na tym punkcie tylko dlatego, że ktoś nam wmówił pewną drogę, którą powinniśmy iść. Ktoś nami manipuluje, a my obserwując rzeczywistość poprzez świat wykreowany w Internecie, wierzymy, że nasze potrzeby są takie, a nie inne.

Tylko czy to naprawdę nasze marzenia?

Czy naprawdę potrzebne jest nam trenowanie siebie w danej dziedzinie? A może ulegamy tylko modzie? Owszem, koniec końców coś dobrego może nam to przynieść. Jednak czy warto podążać za marzeniami, które nie są nasze? Czy warto poświęcać swój czas na samorozwój w obszarach, które nie są nam do szczęścia potrzebne? Czy warto ulegać takim modom?

Nic nie wróci Ci straconego czasu

Za chwilę może się zdarzyć, że obecne trendy przeistoczą się w coś innego. Już nie będzie mody na maksymalne wyciskanie każdej sekundy ze swojego dnia zwanej potocznie „organizacją czasu”. Zdrowie może przestać być utożsamiane z umięśnionym brzuchem, niskim poziomem tkanki tłuszczowej i koniecznie umięśnioną pupą. Co wtedy? Ulegniemy kolejnym modom – tym razem na coś innego. A gdzie w tym wszystkim my? Gdzie nasze zdanie? Nasze dążenia i marzenia, które przecież kiedyś były inne? Czy „samodoskonaląc się” przypadkiem nie trwonimy swojego cennego czasu na rzeczy nam niepotrzebne?

Chodzące klony i presja doskonałości

Warto się nad tym zastanowić. Życie mamy tylko jedno i czy warto tracić czas na rzeczy, które ktoś nam wmawia, że powinniśmy robić? Nie musimy być klonami. Piękne jest to, jacy jesteśmy różnorodni. Mamy inne pasje, podejście do życia, rytm dnia, predyspozycje, talenty, ale także niedoskonałości. Nie z każdą naszą „wadą” musimy walczyć, bo tak wypada. Niektóre z nich dopełniają naszej osobowości i trzeba byłoby zastanowić się czy warto stresować organizm, żeby walczyć z czymś, co być może wcale nam nie przeszkadza.

W żadnym razie nie mówię, że motywacja jest zła. Potrzebujemy jej, pozwala nam osiągać więcej, mierzyć wyżej, realizować swoje cele. Tylko czy aby na pewno te cele nie są sztucznie wykreowane?

A jakie Wy macie podejście do coachingu czy samorozwoju?
Ulegacie trendom w social media?

Madzia

55 komentarzy

  1. Ja mam raz w miesiącu spotkanie z coachem – pracodawca nam to załatwia. Współpracujemy z jednym, a raczej jedną, która jest genialną kobietą i od czasu do czasu taki kop jest potrzebny 😉 Na początku było mi się trudno przekonać, ale po kilku miesiącach współpracy widzę więcej plusów niż minusów.

  2. Tu, jak w każdej dziedzinie nie można dać się zwariować…jeśli coś faktycznie moze sie przydać, a szefowie docenia w jakiś sposób to tak, ale dla samego szkolenia? What for? Ktoś bierze za to dużą kasę…

  3. Genialne i wyjątkowo celne pytanie – czy to, co kreują media (także społecznościowe, odgrywające coraz bardziej istotną rolę niż „tradycyjne”) to faktycznie są NASZE marzenia? Czy jak inni coś robią, to i my musimy – choć wcale nas to nie cieszy? Irytuje mnie powszechny trend na rozwój i szczycenie się tym – „biegam codziennie 20 km, słuchając przy tym mądrych audiobooków”, „zdobywam doświadczenie, chodząc co chwila na targi pracy i stojąc na standach z torbami firmowymi”…
    A co, jeśli ja mam inne pasje? Dietetyka, pokazy lotnicze, skoki narciarskie, cardmaking i scrapbooking, podróże… To są moje pasje, a nie te lansowane w mediach. Coachingowi mówię zdecydowane NIE.

    • Czasem nam się wydaje, że nasze marzenia to pragnienia większości, a przecież nie musi tak być! Sami musimy się zapytać siebie czego tak naprawdę chcemy i czego oczekujemy.
      Fajnie, że masz tak różnorodne pasje. Gratuluję! 🙂

  4. A ja całkiem niedawno się dowiedziałam, że sama odwaliłam kawał dobrej roboty jak swój własny coach 🙂 Nawet nie miałam pojęcia że to się tak nazywa. Sama siebie wyciągnęłam z minusowego poczucia wartości – oczywiście m. in. dzięki wartościowym książkom. Także jak ktoś – coś to się polecam 🙂 Buziaki

  5. Nie mam przekonania;) Rozumiem rozwój, kursy, przekwalifikowywanie się gdy tego potrzebujemy, sami czujemy i chcemy się rozwijać w jakimś kierunku, ale robic coś, po wszyscy to nie dla mnie;)

    • Coś w tym jest! Taki coaching może być irytujący… Zwłaszcza, gdy polega na powtarzaniu ciągle tego samego…

  6. Moja szefowa zajmowała się coachingiem, dla mnie cała ta gadanina o motywacji, procesie rozwoju, osiąganiu celów itd, to tylko czcze gadanie, szkoda byłoby mi wydawać pieniądza na pogadanki, które na dobrą sprawę sam a mogę wymyślić 😉

    Ściskam.

  7. coaching, co to kurde, ma znaczyć??? czy nie możemy używać naszych, polskich nazw tylko obcojęzyczne? to mnie wkurza! Jak pracowałam w korporacji to bardzo szybko zaczęto”używać” słowa coaching, używać, bo kompletnie nie wiedzieli co to takiego tak naprawdę jest i zamiast motywować to kończyło się na ocenianiu co rzadko było motywujące, wręcz przeciwnie – dołowało. Dlatego bardzo źle mi się to kojarzy 🙁

    • To prawda, że coaching to zapożyczenie z języka angielskiego i teraz każdy powtarza je nawet nie mając tego na uwadze. Wiele takich słów ostatnio rozgościło się w języku polskim.
      Szkoda, że u Ciebie ten cały „coaching” tak wyglądał…

  8. Zdecydowanie jest tego za dużo i wręcz atakuje to człowieka z każdej strony. Może być to pomocne, ale jeżeli się człowiek skupi na czymś jednym i konkretnym, a nie będzie chciał być doskonały we wszystkim.
    Ja ogólnie się nie przejmuję tymi „naporami” coachingu. Na swój rozwój wpływam sama i w takim tempie jaki mi to odpowiada. I jest mi z tym dobrze 🙂

  9. Oj Madziu, trafiłaś w sedno tym wpisem.Doskonały, gratulacje. To co dzisiaj się dzieje, jest szaleństwem. Nie ma takich ludzi,których kreują nam socialmedia.Te wszystkie kursy, couczingi,(samo to słowo mnie doprowadza do wymiotów),są nic nie warte.To tylko marketing obliczony na kasę i nic więcej. Niestety dużo ludzi się na to nabiera, bo kto nie chce być piękną,zgrabną,a w dodatku perfekcyjną panią domu, na przykład? Ale do czego to prowadzi? Powstaje gromada bezmyślnych klonów, naśladujących jeden drugiego. Jest ślepy pęd, zero indywidualizmu i zero twórczej fantazji. Oczywiście każdy człowiek powinien rozwijać się w stronę dobra, w stronę miłości siebie i innych, ale żeby tak żyć, nie potrzeba wydawać kasy na kursy motywacyjne.
    Pozdrawiam serdecznie i bardzo optymistycznie

    • Też mam podobny odruch, gdy słyszę o oklepane słowo…
      Wmawia się nam, że istnieje ideał modelu życia, ideał piękna, a tak naprawdę to tylko nic nie warta kreacja, która nijak nie ma racji bytu w przeczywistości…
      Istnieje tam, online.
      Jasne, rozwój jest bardzo ważny, ale dobrze, żebyśmy robili to w obszarach, które sami „czujemy”, a nie które są nam narzucane…
      Pozdrawiam również serdecznie i optymistycznie ze słonecznego Krakowa! 🙂

  10. Moim zdaniem nie warto w ciemno podążać za jakimikolwiek trendami. Trzeba się zastanowić czego sami pragniemy i czy każdy trend jest dla nas. Nie bądźmy kopiami innych, każdy powinien być sobą i dobrze się czuć we własnym ciele.

  11. Mało jest dobrych coachów, ale są. I wtedy warto. Uwaga – to nie ma nic wspólnego z terapią, treningiem, pomoca psychologiczną, psychiatrią, lekarzem. Nic. I kto osobie w depresji poleca coacha czy samorozwój, niech sie idzie sam poczesać. I jeśli coach zaczyna radzić, nie jest nim, nie takie jest jego zadanie i rola. To klient sam szuka rozwiązania, zawsze. Coach jest tylko narzędziem, nawet nie towarzyszem. I jeszcze jedno – właściwie nie ma dobrego polskiego słowa. Nie ma. To nie jest trener, to nie jest wspieracz, to nie jest troskacz – bo takie sa propozycje. To nie jest też asystent ani opiekun. Proszę tych, co na to słowo sa uczucleni, o jakies sensowne propozycje w takim razie.
    I uwaga – nie jestem coachem…

    • Dlatego właśnie denerwują mnie tacy „coache”, którzy promują się, że „wyleczą z depresji”… To nie problem dla coacha, ale dla psychoterapeuty…
      A ktoś, kto nie wie, gdzie szukać pomocy z poważnym problemem może zaufać takim naciągaczom.
      Jeśli spotkałabym kogoś, kto jest w stanie wnieść jakąś wartość dodaną w moje życie i zwie się coachem – nie ma sprawy. Jestem jedynie uczulona na osoby bez konkretnej wiedzy, ani umiejętności, które dumnie zwią się coachami.

  12. Myślę, że to już nie te czasy aby ktoś nam coś narzucał, jedyną osobą która to może zrobić jesteśmy my sami a zawsze warto słuchać siebie i żyć w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami, jeśli dla kogoś w danym momencie jest to priorytet to uważam, że powinien z tego czerpać jak najwięcej 🙂 ale chorą ambicję warto też schować do kieszeni bo powinniśmy brać z tego tyle ile dla nas jest dobre ma to nam służyć, budować i rozwijać a nie niszczyć 🙂

    • A ja właśnie mam wrażenie, że to narzucanie odbywa się na każdym kroku – zwłaszcza w social media. Co gorsza, większość osób jest nawet nieświadoma faktu, że ulegli manipulacji…

  13. Nie mam przekonania do takich szkoleń, raz poszłam z ciekawości i okazało się, że mam więcej wiedzy i doświadczenia, niż osoba prowadząca zajęcia 🙂

  14. Ja stawiam na własny samorozwój wolę polegać na sobie niż na innych tym bardziej się ich słuchać i szkolić u nich i jeszcze za to płacić. Kto by mi kazał… Można powiedzieć że sama jestem dla siebie nauczycielem.

Skomentuj