Słowem wstępu nieodnoszącym się do tematu

To jest absolutnie fenomenalne! Dostałam od Was tyle ciepłych słów i dobrej energii. A myślałam, że już zapomnieliście o moim istnieniu. Nie było mnie na blogu, nie było w świecie social media. W sumie to nawet w swoim własnym życiu byłam mało obecna. A raczej obecna tak, że częściowo w ogóle tego nieświadoma.

Zdrowe żywienie takie przyjemne, a takie trudne

Dzisiaj chciałam napisać o tym, jak wrócić na dobrą drogę. Co w ogóle rozumiem pod słowami “dobra droga”? Część z osób, która czytywała mojego bloga regularnie wie, że byłam bardzo aktywna fizycznie, zdrowo się odżywiałam i ogólnie rzecz biorąc byłam “fit”. Miałam poukładane w głowie jeśli chodzi o te kwestie. Jednak… przychodzi taki dzień, najpierw jeden, potem drugi, że siłownia wydaje się jakby dalej od naszego miejsca zamieszkania. W weekend przecież chce się odpocząć, a nie jechać na basen. Robienie Nutelli z awokado wydaje się czasochłonne i bez sensu – zwłaszcza, jeśli na święta dostaliśmy cały słoik tej zwykłej – z olejem palmowym i mnóstwem cukru. A potem to już samo leci. Ciało jakby jeszcze nie odpowiedziało nadmiernymi kilogramami – jest może jakby trochę bardziej miękkie i mniej sprężyste – ale! – nie ma o co robić afery. Waga mniej więcej ta sama – a od jednego czy tam dwóch kilogramów w namiarze nikt chyba jeszcze nie umarł. Po co odmawiać sobie szarlotki u mamy? A najlepiej dwóch kawałków, zagryzionych jeszcze serniczkiem, co by mu smutno nie było. No i Milka Oreo w końcu się sama nie kupi…

Ruch. Taaa… z kanapy do kuchni po chrupki

Siłownia? Wołami by mnie teraz nie wyciągnęli… Nawet na zwykły stretching. Treningi pamiętam jakby zza czasów reinkarnacji w tę leniwą bułę. Aaa! No i przecież cały czas sobie tłumaczę, że mój biedny organizm potrzebował odpoczynku. Tydzień, miesiąc, dwa? Ale całe 5? Ilość kroków w aplikacji w telefonie zmniejszyła się z 8 tysięcy dziennie do jakiś 2. No ale kto by spacerował w taki smog?! A wiedzcie, moi drodzy, że mieszkam w Krakowie – więc kto jak nie ja wie o czym mowa. Wymówki…

Byle nie od dziś. Byle nie od teraz

Regularność posiłków? Pewnie! Nie licząc wszystkich tych przekąsek, które wyrastają mi przed oczyma chyba spod ziemi! Zdrowe odżywianie? Codziennie zaczynam. A najlepiej od poniedziałku albo nowego miesiąca vel Nowego Roku. A niech mi tam. Do kanapy przykleiłam się na tyle mocno, że czasem wydaje mi się, że stanowi moją integralną część. A jak to tak z kanapą iść na siłownię? Czy mam wyrzuty sumienia? No pewnie, że tak. Chociaż skutecznie je zagłuszam kolejną porcją wymówek.

Wytrzymaj 2,5 Leniwa Buło

Planuję ciągle, że zacznę od nowa. W końcu nawyki zmieniają się po 2,5 tygodnia. Zarówno te żywieniowe, jak i każde inne. Tylko jak do jasnej cholery wytrwać te 2,5 tygodnia skoro mamy zimno za oknem, krótkie dni, żyjemy w burej Polsce i generalnie wszystko jest na NIE? Nie mam zielonego pojęcia. Może Wy coś wymyślicie. Liczę na pomoc. Autentyczną.

pizza rozumie, a pszenny chlebuś jest taki dobry!

Wiem z autopsji, że najtrudniejsze zawsze są początki. Zwłaszcza, gdy zaczyna się wciąż od nowa. Wymówki znajdują się na każdym kroku. Za mało czasu na ugotowanie obiadu, czekolada, która mówiła do mnie “mamo”, wizyta u znajomych, których przecież śmiertelnie zranię, gdy nie skuszę się na ciasteczko. Wszystko pięknie, ale moje ciało mówi mi, że codzienne wybory, jakich dokonuję nie są najlepsze dla mnie samej – pod każdym względem. I nieee – wcale nie odżywiam się fatalnie. Jem naprawdę przyzwoicie – można by rzec, że dla niektórych nawet zdrowo. Jednak zamiast jaglanek wolę kanapeczki na białym pszennym chlebusiu, moje cheat meale zdarzają się kilka razy w tygodniu, że już o innych grzeszkach nie wspomnę.

Wy – Zdrowi i Ćwiczący!

I wcale nie mówię, że zjadłam w tym temacie wszystkie rozumy. W żadnym razie. Jednak może, gdy napiszę swoje postanowienia publicznie, będę bardziej zobligowana do ich przestrzegania? A może i Was to skłoni do zamienienia pączusia na coś zdrowego z mniejszą ilością przetworzonych substancji i cukrów? A i ciało z kanapy się ruszy mimo niesprzyjającej aury na zewnątrz? Hmm… mam taką nadzieję. Mam też nadzieję, że Wy Ćwiczący, zdrowi bio, fit, org i eko zmotywujecie mój zastany tyłek jakimiś swoimi radami. Już nie tylko do ruchu i jedzenia zdrowych rzeczy, ale także do jakiejś regularności dla lepszego samopoczucia! Liczę na Was.

A tymczasem MOJE RADY “CO WARTO ZROBIĆ, ABY WRÓCIĆ DO LEPSZEGO ŻYWIENIA I RUCHU”?

1. Planuj Człowieku. Jak nie wiesz dokąd idziesz to na pewno tam nie dojdziesz, tylko zdechłe ryby płyną z prądem i takie tam. Generalnie plan działania jest ważny. Fajnie jest wiedzieć ile się ma czasu po pracy na przygotowanie zdrowego jedzonka i na której siłowni są zajęcia, które będą mi się podobać. Nie warto opierać  się na czyiś poradach. Nie wszystkie rodzaje aktywności fizycznej – nawet ta popularne i zachwalane – są dla każdego. I nie ma siły, że pokochasz zumbę, gdy masz fobię społeczną i nie znosisz głośnej muzyki. Zatem, pomyśl, przeanalizuj, spróbuj, wybierz. Gdy nie zaczniesz, na pewno Ci się nie uda.

2. Wpadka to nie koniec świata. Czekoladka w pracy skusiła i nie masz zielonego pojęcia jak to się stało, że wylądowała w Twojej buzi? Trudno. Burgerek w zarach poprawy nastroju? Ten dzień nie jest zmarnowany. Nie zarzucaj zdrowego żywienia, tylko dlatego, że raz Ci się nie udało. Nawet Ania Lewandowska z Ewą Chodakowską i wszyscy guru żywieniowi mają wpadki. Podobnie z ćwiczeniami. Nie odpuszczaj po jednej porażce. 

3. Regularność. Słodka rutyna. Wytrwaj te 2,5 tygodnia nawet, jak będzie ciężko. Tu nie chodzi o zdrowe żywienie czy ćwiczenia. Ta zasada działa na każdym polu. Jeśli coś wejdzie Ci w nawyk, będzie dużo prościej. W końcu lenistwo też weszło Ci w nawyk i popatrz jak się świetnie z nim oswoiłeś. Przynajmniej ja oswoiłam. Z kanapą, żelkami i minimalną ilością przebytych kroków w ciągu dnia.

Czerpiąc przyjemność ze zdrowia

W sumie to tyle, co przychodzi mi do głowy. Mam nadzieję, że zadziała. W końcu muszę się ruszyć. Największym paradoksem jest to, że jeśli tej decyzji nie podejmę sama, nikt nie zrobi tego za mnie. A jeszcze bardziej dziwi mnie fakt, że ja doskonale wiem jak wspaniale czułam się “po zdrowej stronie mocy”, ale jakoś tak… odmawiam sobie teraz tej przyjemności dobrego samopoczucia i radości z życia fit, bo... złe nawyki i bycie leniwą bułą chwilowo wygrywają. Mam nadzieję, że chwilowo.

A Wy? Jak się motywujecie?
Pomóżcie, dobry ludzie.

PS: Szukając zdjęcia pizzy do tego posta, przeglądnąwszy kilka, sama miałam ochotę zamówić sobie jedną sztukę z pizzeri na dole. Haha, ot tak to wszystko wygląda w praktyce!

36 komentarzy

  1. Według mnie przede wszystkim to trzeba chcieć i coś robić, nawet małymi kroczkami a nie tylko mówić że się chce. Znam osobę która wiele gada, mówi ze chce a nie robi nic w tym kierunku. Dosłownie zero. Niestety samym gadaniem człowiek nie osiągnie sukcesu 😉

  2. Idealny wpis! Motywujący rzeczywisty, bo to przecież normalne, że zdarzają się wpadki, że czasem nie chce, a wymówki rosną tak samo jak sterta paczek po zjedzonej niezdrowej żywności. Ale fajnie jest się przełamać! Fajnie jest wrócić do tej zdrowej rutyny, przecież to samo zdrowie i troska dla nas!

  3. Oj, słabym będę doradcą, bo sama mam wzloty i upadki. Najczęściej budzę się ze słońcem, im bliżej wiosny, tym motywacja większa by wejść znowu w ulubione spodnie, w końcu nie mogę ciągle kupować nowych, ale bez spinki, bo to jeszcze gorzej…

  4. Ja od dłuższego czasu staram się wrócić do zdrowego trybu życia, ale z marnym skutkiem.
    Ale najgorsze jest zacząć, jak już złapie się rutynę to jest z górki 😉

  5. Ja ogólnie nie jadam takich rzeczy czasami może więc u mnie nie ma problemu aby z tego zrszygniować.. ale zdjecia sprawiły że zrobiłam się bardzo głodna 🙂 fajnie że wróciłaś 🙂

  6. Czasem trudno nie ulec, gdy ma się przed sobą różne pyszności. Trzeba mieć naprawdę silną wolę i planować. Zapisywać plany, to ważne 🙂

  7. Wiesz…powiem Ci z mojego doświadczenia – od razu świata nie zwojujesz. Metoda małych kroków sprawdza się jednak najlepiej. A co do tego chlebka pulchniutkiego i bielutkiego…oj tak, to było coś bez czego nie wyobrażałam sobie dnia. Aż zaczęłam sama w domu piec chlebek z samych ziaren, z przyprawami które lubię. I już na bułeczkę nie zamienię;)
    Trzymam kciuki żeby Ci się udało przejść na aktywną stronę mocy!;)))
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

  8. Mama z różową torebką Odpowiedz

    Ha ha ha no właśnie “jeśli tej decyzji nie podejmę sama, nikt nie zrobi tego za mnie” 😛

  9. Wypisz, wymaluj, podpisuje się pod wszystkim, tez doskonale pamiętam jak się super czułam po regularnych i mocnych treningach, były wpisane w stały grafik mojego tygodnia, jak praca, obiad, sen – to było oczywiste że trenuje. Zdrowe odżywanie, z tym troszkę gorzej, ale nigdy nie było źle, zwłaszcza przy intensywnych treningach – a teraz co, człowiek w którymś momencie wypadł ze swojego rytmu /nawyku i bardzo ciężko jest do niego wróci, mimo pełnej świadomości że to byłoby dobre a nawet najlepsze dla nas .:)

  10. Ten wpis jest dla mnie. Właśnie siedzę pod kocykiem, zajadam czekoladę i mandarynki…i planuję odchudzanie 😀 Na usprawiedliwienie dodam, że mam za sobą 5 km, spaceru. Pozdrawiam Madzia 🙂

  11. Z ćwiczeniami na szczęście nie mam probemu, ale z jedzeniem niestety się zdarza, wczoraj zjadłam pizzę, dziś ciasteczko i tylko się pocieszam tym, że to spalę podczas trenignu. Muszę się bardziej wziać w garść i planować posiłki jak kiedyś.

  12. No cóż, jest nas chyba więcej 😉 również wybiłam się z rytmy ze względów zdrowotnych i nie mogłam przez dłuższy czas ćwiczyć, teraz trudno znowu się wdrożyć, ale od lutego zaczynam! 🙂

  13. Wiesz, przede wszystkim cieszę się,że z tych zaświatów do mnie zajrzałaś i że jesteś. JaCię bardzo dobrze rozumiem, tyle, że u nas na Podkarpaciu jak zapewne wiesz, nawet mowy nie ma, żeby się błogo leniwić.Jak mi sie taki dzień przydarzy, to nie wydobędziemy się spod śniegu:). Tak, że tego, u nas trening na łopacie… A jeśli chcesz wrócić do formy, zajrzyj na stronę Mirandy Esmond White ” Essentrics”, na YT. To super ćwiczenia, które są efektywne, ale nie męczą.
    Pozdrowionka:)

  14. Myślę, że każdy tak ma, że czasem chce się bardziej, a czasem mniej. Ja chodzę na fitness, ale nie tak bardzo regularnie jak latem, niestety… Wiem jednak, że wiosną nadrobię:). A teraz się staram i kiedy mam ochotę choćby małą to się motywuję, aby wyjść mimo pogody. Ale nic na siłę. Z jedzeniem u mnie gorzej, wciąż jem za dużo słodyczy i innych głupot;). Trzymam kciuki za Twoją motywację!

  15. witaj 🙂 jest jedna rada złoty środek nie przesadzaj w jedna i druga strona. gdy nie obwiniać się nie katować. słuchać swojej intuicji. współpracowac z porami roku dopasować odżywianie spędzanie czasu i ćwiczenia do pór roku. pić zioła też dopasowane do zimy do lata i oczyszczać organizm bo gdy tego się nie zrobi na początku to reszta będzie miała słaby efekt. życzę dobra i powiedzenia! asia

  16. Ta…trzeba zrobić tak, by to zdrowe życie pokochać. Ale jak? To już nie jest takie proste, ale na pewno metoda ta jest niezawodnie skuteczna 🙂

  17. Niestety nie wiem jak Ci pomóc w tej całej motywacji bo sama jej szukam 😀 Może nie chodzi o odżywianie bo tym się nigdy nie przejmowałam i kocham jedzenie na tyle mocno, że nie zamierzam się przejmować tak długo, póki się nie rozrastam ;D Ale odrobina ruchu to już by się przydała na pewno, dla zdrowotności i lepszego samopoczucia. Tylko jakoś tak po pracy jak wracam do mieszkania głodna o 18 to nie mam chęci się ruszać, rano przed pracą tym bardziej – za bardzo kocham spać 😀 Może chociaż na początek zmuszę się do jakiegoś ruchu w weekendy 😀 Od czegoś trzeba zacząć ;D I trzymam kciuki za Ciebie 😀

  18. Myślę, że najważniejsze to uruchomienie zdrowego rozsądku. Nic nie musi być na siłę, idealne ani codzienne, bo stanie się koszmarem albo uzależnieniem od zdrowego jedzenia, czy ćwiczeń. Moja koleżanka leczy się właśnie z uzależnienia od biegania, bo była chora z gorączką włącznie, gdy nie poszła biegać.
    Pozdrawiam

  19. Madziu jeśli chodzi o treningi polecam Ci całym sercem australijską trenerkę Kaylę Itsines. Ćwiczę z nią od 2 lat (nie wychodząc z domu :D) i jestem bardzo zadowolona z efektów. Poszperaj w internetach. Znajdziesz tam jej 12 tygodniowy trening :). Wystarczy tylko… zejść z kanapy;)!!!

    Jeśli chodzi o jedzenie, nie szaleję w tym temacie. Jem wszystko co lubię. Inna sprawa, że nie jestem fanką słodyczy, czipsòw i tym podobnych zapychaczy ;)!!!
    Pozdrawiam Cię serdecznie i przesyłam moc pozytywnej energii :*

  20. Jak można o Tobie gwiazdeczko zapomnieć? Kiedy tyle pozytywnej energii to Ty nam dawałaś 🙂 I choć ja nie komentowałam tu często to jednak zerkałam co się u Ciebie dzieje 🙂
    No leniwa buła. Haha skąd ja to znam. Często ma się motywację, a za chwilę ona znika. Przez otoczenie, a czasem nawet samego siebie. Szkoda, że czasem tak bezsensownie przekreślamy wszystko… Ale no taki już nasz żywot.
    Powodzenia z wracaniem do formy, zdrowego odżywiania 🙂

  21. Ja nie potrafię wyrobić sobie zdrowych nawyków żywieniowych. Ciągle coś kusi. Poza tym jestem chyba za mało zorganizowanym człowiekiem a jednak posiłki trzeba planować z wyprzedzeniem… Tak wiem szukam wymówek :O…

  22. Właściwie same zdjęcia w Twoim poście już sprawiły, że zapomniałam o diecie 😀 Do tych trzech moich dietowych grzeszków dołożę jeszcze piwo i kawę z mlekiem i oto cały obraz powodów mojego odstającego brzuszka 🙂

Skomentuj